To co czułam... nie jest do opisania. Ból rozrywający w każdą stronę. Nie jesteś w stanie kontrolować tego uczucia - chcesz je wyrzucić ale nie możesz. Kiedy poczułam wiatr we włosach i adrenalinę płynącą z jazdy motorem uczucie nieco zmalało. Teraz pojawia się druga Amelia - starłam łzy z policzków - która zamienia ból w nienawiść. Taka byłam. A raczej taka się stałam. Nie powinnam była zaufać. Jesteś głupia! Co ty sobie myślałaś?! Że on cię pokocha?! Że możesz mu zaufać?! Właśnie w tym jest problem Amelio - nie możesz ufać nikomu... Przyśpieszyłam. Nie wiem gdzie jechałam. Po prostu. Byle dalej od problemu. Tego teraz chciałam. Zostać sama. Po co? Nie wiem. Może po to, żebym w końcu wbiła sobie do głowy to że nie ufa się nikomu. Znów się zamknij na wszystkich wtedy będzie dobrze. Mam dość ciągłego cierpienia. Ten rozdział jest zamknięty. Teraz pojawia się nowa postać. Nawet nie wiem kiedy dojechałam do jakiegoś toru. Wyglądał na przygotowany. Postanowiłam poćwiczyć. Było tu kilka wyższych pagórków - oczywiście wszystkie z piachu i błota. Moja maszyna oderwała się od podłoża. Stanęłam na rękach na siedzeniu, ale widząc, że zbliżam się do lądowania szybko usiadłam i złapałam kierownicę. Ledwo co, ale się udało. Uf... Ok. Zrobiłam ostry zakręt, tylnym kołem ryjąc zimie, która obsypała pobliskie krzaczki. Stałam na wprost z ogromną górką. Dasz radę. Nie takie rzeczy się robiło. Przypomnij sobie pościg z policją. Na moich ustach zatańczył uśmiech - jednak szybko zniknął. Sinik zawarczał. Mocno przyśpieszyłam i po chwili byłam w powietrzu. Stanęłam na rękach - chciałam wykonać na nich obrót o 360 stopni. Jednak źle oceniłam odległość. Motor zbliżał się do ziemi coraz szybciej a ja nie mogłam nic zrobić. Już za późno Amelia...
*Diablo*
Czyściłem motor. Dzisiaj z chłopakami mięliśmy się nieźle pobawić na torze. Specjalnie go przygotowaliśmy. Chciałem pojechać trochę szybciej, żeby go wypróbować. Będzie ostro. Pewnie Kamilek wbije na naszą imprezkę. Ciekawe czy Amelia też się dołączy. Ona ma niezły charakter. Muszę uważać żeby ten idiota nie zrobił jej krzywdy. Za bardzo mi na niej zależy. Skończ! Nie wiesz! Wyrzuciłem te myśli z głowy. Zadzwonił mój telefon.
- Czego? - odebrałem spodziewając się Draco, którego ostatnio polubiłem.
- Amelia uciekła, nie wiem gdzie jest. Jeśli ci na niej zależy to zacznij jej szukać. - był to Kamil.
- Co to znaczy jeśli?! Co jej do cholery zrobiłeś?!
- Nic! Chcesz się kłócić czy ją znaleźć?
Wściekły rozłączyłem się. Musiał coś zrobić. On albo ktoś inny. Am nie uciekła by inaczej. Wsiadłem na motor i jak najszybciej udałem się na tor. Czułem, że ta była. Byłem już niedaleko. Kiedy się zatrzymałem podniosłem wzrok. Amelia stała na rękach na motorze. Nie miała szans żeby zdążyć usiąść. Co ona robiła?!
- Nie! - wrzasnąłem lecz już było za późno.
Jej motor wraz z nią przekoziołkował i zatrzymał się jakieś 20 metrów dalej koło lasu. Natychmiast tam podbiegłem. Szybko ściągnąłem z niej motor. Uklęknąłem obok jej kruchej sylwetki i złapałem jej twarz w dłonie. Oddychała. Strasznie ciężko. Żyje...
- Amelia odezwij się. - poprosiłem.
Nigdy się tak nie bałem. Byłem wręcz przerażony. Nie wiedziałem co jej strzeliło do głowy. Zakaszlała kuląc się. Musiała coś sobie złamać.
- Boli. - wyszeptała.
Te słowa były tak przesiąknięte tym uczuciem, że mnie zaczęło wszystko boleć.
- Nie ruszaj się. Już dzwonię po karetkę.
Szybko to zrobiłem. Ambulans pojawił się po kilku minutach. Jechałem za nimi motorem. Chciałem być ciągle przy niej. Wszedłem, a raczej wbiegłem do szpitala. Rozejrzałem się i podbiegłem do recepcjonistki. Rozmawiała przez telefon.
- Gdzie zabrano Amelię Dębską? - spytałem nerwowo przechylając się nad ladą.
Kobieta leniwie spojrzała na mnie.
- Zaraz. - odparła i znów zatopiła nos w papierach.
Co?!
- Cholera! Gdzie ona jest?! - uniosłem się.
Naprawdę nie chciałem, ale ona była ważna. Zdziwiona recepcjonistka odsunęła lekko telefon od ucha, spojrzała na mnie jak na wariata i odparła;
- Zabrali ją na salę operacyjną.
Nie dotarło to do mnie w pierwszej chwili. Lecz niedługo potem siedziałem na krześle. Nie mogłem ustać na własnych nogach. Moja głowa oparła się na rękach. Zacisnąłem powieki. Ona musi żyć. Inaczej ja nie wytrzymam tego po raz kolejny. Ona musi żyć! Zadzwonił mój telefon. Był to Kamil.
- Znalazłem ją. Jestem w szpitalu. - odparłem tylko i znów wrzuciłem urządzenie do kieszeni. On nie wiedział który to szpital lecz kolejnego telefonu nie byłam w stanie odebrać. Po prostu bałem się, że emocje przejmą nade mną kontrolę. Czekałem dobre trzy godziny. Bałem się. Myślałem tylko o najgorszym. Po chwili drzwi otworzyły się. Nieprzytomną piękność wywieźli na łóżku. Obok wyszedł lekarz.
- Panie doktorze! - zawołałem i podbiegłem do niego - Co z nią?
Bałem się, ale musiałem wiedzieć.
- Kim pan jest dla pacjentki?
- Bratem. - odparłem bez wahania i spojrzałem przez szybkę na śpiącą Amelię.
Mężczyzna dokładnie mi się przyjrzał.
- Myśleliśmy, że jest połamana, rentgen na to wskazywał. Ale wszystko jest w porządku. Oprócz szwu na lewej ręce ma siniaki na całym ciele, ale jest cała.
- Dziękuję. - poczułem ogromną ulgę - Proszę nikomu nie udzielać informacji jak to się stało i gdzie. - dodałem.
- Oczywiście. - uśmiechnął się i odszedł.
Wszedłem do jej sali. Przestraszyłaś mnie... Amelko.
*Amelia*
Czułam ból w lewej ręce. Tak naprawdę bolało mnie całe ciało. Powieki były strasznie ciężkie lecz ja bardzo silna. W końcu wygrałam i je uniosłam. Oślepiły mnie białe ściany. Szpital? Pamiętam tylko ból i nic więcej. Był też Diablo. W końcu wrócił. Niby kilka dni, ale tęskniłam.
- Amelia. - powiedział z uśmiechem.
Siedział obok mojego łóżka. Był brudny od błota.
- Co się stało? - spytałam lekko zachrypniętym głosem.
- Chyba się przeliczyłaś. Ze dwadzieścia metrów przeleciałaś razem z motorem. Lekarz powiedział, że jesteś poobijana i założyli ci szwy na lewej ręce. Tak nic ci nie jest.
Nastała cisza. Wiedziałam, że czeka na wyjaśnienia ode mnie. Lecz nie umiałam się na to zdobyć żeby powiedzieć mu co się stało. Błam się. Tak zwyczajnie.
- Diablo... Dziękuję.
- Nie masz za co. - odparł zrezygnowany i patrzył w podłogę.
Czekał na coś innego. A co z ciocią? Jak długo jestem nie przytomna.
- Czemu to zrobiłaś? - spojrzał w moje oczy.
Nie mogłam mu nie powiedzieć. Musiałam. On miał coś w sobie. Jemu ufałam bezgranicznie. Dla mnie był inny.
- Nie złość się i obiecaj, że nie.. zrobisz nic głupiego.
- Obiecuję. - wywrócił oczami.
Ale ja musiałam mieć tą pewność, że nie zrobi nic Kamilowi. Przestań! On jest idiotą nie wartym tego wszystkiego.
- To głupie. Zaufałam Kamilowi. Przeliczyłam się. On jest po stronie ciotki. Nienawidzę go. - odwróciłam wzrok.
To było niesprawiedliwe. Dlaczego on mi to zrobił.
- Nigdy więcej cię nie skrzywdzi. - Diablo opiekuńczo mnie przytulił uważając na wszelkie obrażenia.
Zamknęłam oczy i odwzajemniłam uścisk.
- Powinnaś się przespać. - szepnął.
- Powiedz cioci, że nic mi nie jest dobrze? - odparłam i ziewnęłam.
- Nie ma problemu. - zadowolony ułożył się wygodnie.
Po chwili - nawet nie wiem kiedy - zasnęłam.
Obudziły mnie krzyki.
- Nie wejdziesz do niej. Ona nie chce cię widzieć. - powiedział Diablo.
Teraz wiedziałam co się dzieje - Kamil do mnie przyszedł. Tak jak powiedział Diablo nie miałam ochoty rozmawiać czy nawet widzieć się z szatynem. Przez niego czułam się gorzej.
- Obudziłeś ją idioto. - warknął Diablo i uderzył Kamila w ramię.
Widziałam nienawiść w ich oczach. Mierzyli się spojrzeniami.
- Diablo... - szepnęłam cicho. Odwrócił się w moją stronę - Proszę przynieś mi kawę.
- Mam go stąd zabrać? - spytał unosząc ironicznie brew co ja także czasem robiłam.
- Nie. - odparłam.
Zdziwiła go moja odpowiedz. Uspokoiłam go lekkim uśmiechem. Kiedy zniknął z pola widzenia uśmiech zniknął z moich warg. Kamil usiadł na krzesłu obok łóżka.
- Co zrobiłaś? - spytał.
Widziałam po jego minie że się przejmował, ale on był świetnym aktorem nieprawdaż?
- Ludzie tacy jak ty nie zasługują na wyjaśnienia.
- Co ja takiego zrobiłem? - spojrzał w moje oczy.
On jest głupi czy udaje? To drugie Amelio nie łudź się.
- Nie chcę z tobą rozmawiać.
- Ale ja chcę wiedzieć co zrobiłem źle.
- Ja zrobiłam źle. - spojrzałam na niego zimno - Ufając ci. To był największy błąd jaki popełniłam. - odwróciłam wzrok w stronę okna.
- Dlaczego?
Miałam tego dość. Nienawidziłam go. Co on myślał, że się nie dowiem, tak? Robił to dla ciotki nie dla mnie... Nikt nigdy nie robił nic dla mnie.
- Amelia... - usłyszałam pociągający głos dochodzący od strony drzwi.
Przeszedł mnie dreszcz. Tak. To był on. Nie zmienił się. Taki sam jak rok temu. Miał mocniejszy zarost. Ja... byłam z nim przez pewien czas, ale on mnie bił więc go zostawiłam. To był jedyny raz kiedy zaryzykowałam.
- Zostaw mnie. - warknęłam.
Stanął koło Kamila. Szatyn nie wiedział o co chodzi ale był czujny. Nie patrzyłam na żadnego.
- Żałuję... - wyszeptał.
- Tak jak za każdym razem? - odparłam i zaśmiałam się gorzko.
- Teraz jest inaczej. Uświadomiłem sobie że cię kocham, że jestem idiotą, że tylko przy tobie mogłem być sobą.
Spojrzałam na niego. W jego oczach były łzy. Jedna spłynęła po jego policzku. Szybko ją starł. Takiego go nie znałam.
- Zawiodłam się na tobie, Sebastian. - odparłam.
- Chcę to naprawić. - mówił szeptem, jakby chciał zachować naszą rozmowę między nami.
- Już nie ufam nikomu. - byłam twarda.
- A Diablo. - wtrącił Kamil uważnie mi się przyglądając.
Cholera! Ma mnie. Co mam IM odpowiedzieć?
- Diablo to co innego. - odparłam.
Sebastian wkurzył się nie na żarty. Diablo właśnie wszedł z kawą.
- Ktoś ty? - warknął Seba.
Pokazałam mu ręką żeby nie mówił.
- Bo co? - odparł ostrożnie.
- Zabiję. - odparł Sebastian.
Chciał go uderzyć. Złapałam go za rękę. Co oni sobie myśleli? O nie! Tak nie będzie. Poszłam do łazienki i ubrałam się w dżinsy i koszulkę na krótki rękaw. Przeszłam obok nich. Żaden nie protestował tylko poszli za mną. Weszłam do gabinetu lekarza zostawiając ich przed drzwiami.Wypisałam się na własne żądanie. Tu jestem bezbronna. Wyszłam a chłopaki udawali jakby nic się nie stało. Ta jasne. Pewnie się lali jak małe dzieci.
- Diablo gdzie mój motor? - spytałam jak gdyby nigdy nic.
- Pod szpitalem a co? - odparł.
W tym momencie zrozumieli, ale ja już biegłam. Szybciej Amelia, szybciej! Udało się. Usiadłam. Szybko odpaliłam. Ktoś usiadł za mną ale ja już jechałam. Nie miałam jak się zatrzymać. Był to tylko Diablo. Uf... Pojechałam do domu cioci. Nie było jej. chowaliśmy się w moim pokoju i zamknęliśmy drzwi na klucz. Cieszyłam się, że chodź na chwilę pozbyłam się tej bandy.
- Co to za jeden? - spytał Diablo.
- Sebastian? Em... Zaufałam mu, skrzywdził mnie, teraz chce to naprawić, ale prawdopodobnie mu się nie uda.
- Czemu?
- Nie ufam dwa razy tym samym ludziom. - wyszeptałam - Tego mnie nauczyło życie. Nie ufaj, nie będziesz cierpieć.
- Rodzicom też nie powinnaś ufać.
Po jego minie widziałam, że nie chciał tego powiedzieć.
- Czemu? - odparłam.
Byłam ciekawa dlaczego tak sądzi.
- Bo... - usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Amelia kocham cię.
_____________________________________________
Wiem, krótko i wg, ale musiałam dodać,
czy ktoś to czyta? plis komy zostawcie ;(
Dzięki :D
- Amelia... - usłyszałam pociągający głos dochodzący od strony drzwi.
Przeszedł mnie dreszcz. Tak. To był on. Nie zmienił się. Taki sam jak rok temu. Miał mocniejszy zarost. Ja... byłam z nim przez pewien czas, ale on mnie bił więc go zostawiłam. To był jedyny raz kiedy zaryzykowałam.
- Zostaw mnie. - warknęłam.
Stanął koło Kamila. Szatyn nie wiedział o co chodzi ale był czujny. Nie patrzyłam na żadnego.
- Żałuję... - wyszeptał.
- Tak jak za każdym razem? - odparłam i zaśmiałam się gorzko.
- Teraz jest inaczej. Uświadomiłem sobie że cię kocham, że jestem idiotą, że tylko przy tobie mogłem być sobą.
Spojrzałam na niego. W jego oczach były łzy. Jedna spłynęła po jego policzku. Szybko ją starł. Takiego go nie znałam.
- Zawiodłam się na tobie, Sebastian. - odparłam.
- Chcę to naprawić. - mówił szeptem, jakby chciał zachować naszą rozmowę między nami.
- Już nie ufam nikomu. - byłam twarda.
- A Diablo. - wtrącił Kamil uważnie mi się przyglądając.
Cholera! Ma mnie. Co mam IM odpowiedzieć?
- Diablo to co innego. - odparłam.
Sebastian wkurzył się nie na żarty. Diablo właśnie wszedł z kawą.
- Ktoś ty? - warknął Seba.
Pokazałam mu ręką żeby nie mówił.
- Bo co? - odparł ostrożnie.
- Zabiję. - odparł Sebastian.
Chciał go uderzyć. Złapałam go za rękę. Co oni sobie myśleli? O nie! Tak nie będzie. Poszłam do łazienki i ubrałam się w dżinsy i koszulkę na krótki rękaw. Przeszłam obok nich. Żaden nie protestował tylko poszli za mną. Weszłam do gabinetu lekarza zostawiając ich przed drzwiami.Wypisałam się na własne żądanie. Tu jestem bezbronna. Wyszłam a chłopaki udawali jakby nic się nie stało. Ta jasne. Pewnie się lali jak małe dzieci.
- Diablo gdzie mój motor? - spytałam jak gdyby nigdy nic.
- Pod szpitalem a co? - odparł.
W tym momencie zrozumieli, ale ja już biegłam. Szybciej Amelia, szybciej! Udało się. Usiadłam. Szybko odpaliłam. Ktoś usiadł za mną ale ja już jechałam. Nie miałam jak się zatrzymać. Był to tylko Diablo. Uf... Pojechałam do domu cioci. Nie było jej. chowaliśmy się w moim pokoju i zamknęliśmy drzwi na klucz. Cieszyłam się, że chodź na chwilę pozbyłam się tej bandy.
- Co to za jeden? - spytał Diablo.
- Sebastian? Em... Zaufałam mu, skrzywdził mnie, teraz chce to naprawić, ale prawdopodobnie mu się nie uda.
- Czemu?
- Nie ufam dwa razy tym samym ludziom. - wyszeptałam - Tego mnie nauczyło życie. Nie ufaj, nie będziesz cierpieć.
- Rodzicom też nie powinnaś ufać.
Po jego minie widziałam, że nie chciał tego powiedzieć.
- Czemu? - odparłam.
Byłam ciekawa dlaczego tak sądzi.
- Bo... - usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Amelia kocham cię.
_____________________________________________
Wiem, krótko i wg, ale musiałam dodać,
czy ktoś to czyta? plis komy zostawcie ;(
Dzięki :D