poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 4

To co czułam... nie jest do opisania. Ból rozrywający w każdą stronę. Nie jesteś w stanie kontrolować tego uczucia - chcesz je wyrzucić ale nie możesz. Kiedy poczułam wiatr we włosach i adrenalinę płynącą z jazdy motorem uczucie nieco zmalało. Teraz pojawia się druga Amelia - starłam łzy z policzków - która zamienia ból w nienawiść. Taka byłam. A raczej taka się stałam. Nie powinnam była zaufać. Jesteś głupia! Co ty sobie myślałaś?! Że on cię pokocha?! Że możesz mu zaufać?! Właśnie w tym jest problem Amelio - nie możesz ufać nikomu... Przyśpieszyłam. Nie wiem gdzie jechałam. Po prostu. Byle dalej od problemu. Tego teraz chciałam. Zostać sama. Po co? Nie wiem. Może po to, żebym w końcu wbiła sobie do głowy to że nie ufa się nikomu. Znów się zamknij na wszystkich wtedy będzie dobrze. Mam dość ciągłego cierpienia. Ten rozdział jest zamknięty. Teraz pojawia się nowa postać. Nawet nie wiem kiedy dojechałam do jakiegoś toru. Wyglądał na przygotowany. Postanowiłam poćwiczyć. Było tu kilka wyższych pagórków - oczywiście wszystkie z piachu i błota. Moja maszyna oderwała się od podłoża. Stanęłam na rękach na siedzeniu, ale widząc, że zbliżam się do lądowania szybko usiadłam i złapałam kierownicę. Ledwo co, ale się udało. Uf... Ok. Zrobiłam ostry zakręt, tylnym kołem ryjąc zimie, która obsypała pobliskie krzaczki. Stałam na wprost z ogromną górką. Dasz radę. Nie takie rzeczy się robiło. Przypomnij sobie pościg z policją. Na moich ustach zatańczył uśmiech - jednak szybko zniknął. Sinik zawarczał. Mocno przyśpieszyłam i po chwili byłam w powietrzu. Stanęłam na rękach - chciałam wykonać na nich obrót o 360 stopni. Jednak źle oceniłam odległość. Motor zbliżał się do ziemi coraz szybciej a ja nie mogłam nic zrobić. Już za późno Amelia...

*Diablo*
Czyściłem motor. Dzisiaj z chłopakami mięliśmy się nieźle pobawić na torze. Specjalnie go przygotowaliśmy. Chciałem pojechać trochę szybciej, żeby go wypróbować. Będzie ostro. Pewnie Kamilek wbije na naszą imprezkę. Ciekawe czy Amelia też się dołączy. Ona ma niezły charakter. Muszę uważać żeby ten idiota nie zrobił jej krzywdy. Za bardzo mi na niej zależy. Skończ! Nie wiesz! Wyrzuciłem te myśli z głowy. Zadzwonił mój telefon.
- Czego? - odebrałem spodziewając się Draco, którego ostatnio polubiłem.
- Amelia uciekła, nie wiem gdzie jest. Jeśli ci na niej zależy to zacznij jej szukać. - był to Kamil.
- Co to znaczy jeśli?! Co jej do cholery zrobiłeś?!
- Nic! Chcesz się kłócić czy ją znaleźć?
Wściekły rozłączyłem się. Musiał coś zrobić. On albo ktoś inny. Am nie uciekła by inaczej. Wsiadłem na motor i jak najszybciej udałem się na tor. Czułem, że ta była. Byłem już niedaleko. Kiedy się zatrzymałem podniosłem wzrok. Amelia stała na rękach na motorze. Nie miała szans żeby zdążyć usiąść. Co ona robiła?!
- Nie! - wrzasnąłem lecz już było za późno.
Jej motor wraz z nią przekoziołkował i zatrzymał się jakieś 20 metrów dalej koło lasu. Natychmiast tam podbiegłem. Szybko ściągnąłem z niej motor. Uklęknąłem obok jej kruchej sylwetki i złapałem jej twarz w dłonie. Oddychała. Strasznie ciężko. Żyje...
- Amelia odezwij się. - poprosiłem.
Nigdy się tak nie bałem. Byłem wręcz przerażony. Nie wiedziałem co jej strzeliło do głowy. Zakaszlała kuląc się. Musiała coś sobie złamać.
- Boli. - wyszeptała.
Te słowa były tak przesiąknięte tym uczuciem, że mnie zaczęło wszystko boleć. 
- Nie ruszaj się. Już dzwonię po karetkę.
Szybko to zrobiłem. Ambulans pojawił się po kilku minutach. Jechałem za nimi motorem. Chciałem być ciągle przy niej. Wszedłem, a raczej wbiegłem do szpitala. Rozejrzałem się i podbiegłem do recepcjonistki. Rozmawiała przez telefon.
- Gdzie zabrano Amelię Dębską? - spytałem nerwowo przechylając się nad ladą.
Kobieta leniwie spojrzała na mnie.
- Zaraz. - odparła i znów zatopiła nos w papierach.
Co?!
- Cholera! Gdzie ona jest?! - uniosłem się.
Naprawdę nie chciałem, ale ona była ważna. Zdziwiona recepcjonistka odsunęła lekko telefon od ucha, spojrzała na mnie jak na wariata i odparła;
- Zabrali ją na salę operacyjną.
Nie dotarło to do mnie w pierwszej chwili. Lecz niedługo potem siedziałem na krześle. Nie mogłem ustać na własnych nogach. Moja głowa oparła się na rękach. Zacisnąłem powieki. Ona musi żyć. Inaczej ja nie wytrzymam tego po raz kolejny. Ona musi żyć! Zadzwonił mój telefon. Był to Kamil.
- Znalazłem ją. Jestem w szpitalu. - odparłem tylko i znów wrzuciłem urządzenie do kieszeni. On nie wiedział który to szpital lecz kolejnego telefonu nie byłam w stanie odebrać. Po prostu bałem się, że emocje przejmą nade mną kontrolę. Czekałem dobre trzy godziny. Bałem się. Myślałem tylko o najgorszym. Po chwili drzwi otworzyły się. Nieprzytomną piękność wywieźli na łóżku. Obok wyszedł lekarz.
- Panie doktorze! - zawołałem i podbiegłem do niego - Co z nią?
Bałem się, ale musiałem wiedzieć.
- Kim pan jest dla pacjentki?
- Bratem. - odparłem bez wahania i spojrzałem przez szybkę na śpiącą Amelię.
Mężczyzna dokładnie mi się przyjrzał.
- Myśleliśmy, że jest połamana, rentgen na to wskazywał. Ale wszystko jest w porządku. Oprócz szwu na lewej ręce ma siniaki na całym ciele, ale jest cała.
- Dziękuję. - poczułem ogromną ulgę - Proszę nikomu nie udzielać informacji jak to się stało i gdzie. - dodałem.
- Oczywiście. - uśmiechnął się i odszedł.
Wszedłem do jej sali. Przestraszyłaś mnie... Amelko.

*Amelia*
Czułam ból w lewej ręce. Tak naprawdę bolało mnie całe ciało. Powieki były strasznie ciężkie lecz ja bardzo silna. W końcu wygrałam i je uniosłam. Oślepiły mnie białe ściany. Szpital? Pamiętam tylko ból i nic więcej. Był też Diablo. W końcu wrócił. Niby kilka dni, ale tęskniłam. 
- Amelia. - powiedział z uśmiechem.
Siedział obok mojego łóżka. Był brudny od błota.
- Co się stało? - spytałam lekko zachrypniętym głosem.
- Chyba się przeliczyłaś. Ze dwadzieścia metrów przeleciałaś razem z motorem. Lekarz powiedział, że jesteś poobijana i założyli ci szwy na lewej ręce. Tak nic ci nie jest.
Nastała cisza. Wiedziałam, że czeka na wyjaśnienia ode mnie. Lecz nie umiałam się na to zdobyć żeby powiedzieć mu co się stało. Błam się. Tak zwyczajnie.
- Diablo... Dziękuję. 
- Nie masz za co. - odparł zrezygnowany i patrzył w podłogę.
Czekał na coś innego. A co z ciocią? Jak długo jestem nie przytomna.
- Czemu to zrobiłaś? - spojrzał w moje oczy.
Nie mogłam mu nie powiedzieć. Musiałam. On miał coś w sobie. Jemu ufałam bezgranicznie. Dla mnie był inny.
- Nie złość się i obiecaj, że nie.. zrobisz nic głupiego.
- Obiecuję. - wywrócił oczami.
Ale ja musiałam mieć tą pewność, że nie zrobi nic Kamilowi. Przestań! On jest idiotą nie wartym tego wszystkiego.
- To głupie. Zaufałam Kamilowi. Przeliczyłam się. On jest po stronie ciotki. Nienawidzę go. - odwróciłam wzrok.
To było niesprawiedliwe. Dlaczego on mi to zrobił.
- Nigdy więcej cię nie skrzywdzi. - Diablo opiekuńczo mnie przytulił uważając na wszelkie obrażenia.
Zamknęłam oczy i odwzajemniłam uścisk.
- Powinnaś się przespać. - szepnął.
- Powiedz cioci, że nic mi nie jest dobrze? - odparłam i ziewnęłam.
- Nie ma problemu. - zadowolony ułożył się wygodnie.
Po chwili - nawet nie wiem kiedy - zasnęłam.
Obudziły mnie krzyki.
- Nie wejdziesz do niej. Ona nie chce cię widzieć. - powiedział Diablo.
Teraz wiedziałam co się dzieje - Kamil do mnie przyszedł. Tak jak powiedział Diablo nie miałam ochoty rozmawiać czy nawet widzieć się z szatynem. Przez niego czułam się gorzej.
- Obudziłeś ją idioto. - warknął Diablo i uderzył Kamila w ramię.
Widziałam nienawiść w ich oczach. Mierzyli się spojrzeniami.
- Diablo... - szepnęłam cicho. Odwrócił się w moją stronę - Proszę przynieś mi kawę.
- Mam go stąd zabrać? - spytał unosząc ironicznie brew co ja także czasem robiłam.
- Nie. - odparłam.
Zdziwiła go moja odpowiedz. Uspokoiłam go lekkim uśmiechem. Kiedy zniknął z pola widzenia uśmiech zniknął z moich warg. Kamil usiadł na krzesłu obok łóżka.
- Co zrobiłaś? - spytał.
Widziałam po jego minie że się przejmował, ale on był świetnym aktorem nieprawdaż?
- Ludzie tacy jak ty nie zasługują na wyjaśnienia.
- Co ja takiego zrobiłem? - spojrzał w moje oczy.
On jest głupi czy udaje? To drugie Amelio nie łudź się.
- Nie chcę z tobą rozmawiać.
- Ale ja chcę wiedzieć co zrobiłem źle.
- Ja zrobiłam źle. - spojrzałam na niego zimno - Ufając ci. To był największy błąd jaki popełniłam. - odwróciłam wzrok w stronę okna.
- Dlaczego?
Miałam tego dość. Nienawidziłam go. Co on myślał, że się nie dowiem, tak? Robił to dla ciotki nie dla mnie... Nikt nigdy nie robił nic dla mnie.
- Amelia... - usłyszałam pociągający głos dochodzący od strony drzwi.
Przeszedł mnie dreszcz. Tak. To był on. Nie zmienił się. Taki sam jak rok temu. Miał mocniejszy zarost. Ja... byłam z nim przez pewien czas, ale on mnie bił więc go zostawiłam. To był jedyny raz kiedy zaryzykowałam.
- Zostaw mnie. - warknęłam.
Stanął koło Kamila. Szatyn nie wiedział o co chodzi ale był czujny. Nie patrzyłam na żadnego.
- Żałuję... - wyszeptał.
- Tak jak za każdym razem? - odparłam i zaśmiałam się gorzko.
- Teraz jest inaczej. Uświadomiłem sobie że cię kocham, że jestem idiotą, że tylko przy tobie mogłem być sobą.
Spojrzałam na niego. W jego oczach były łzy. Jedna spłynęła po jego policzku. Szybko ją starł. Takiego go nie znałam.
- Zawiodłam się na tobie, Sebastian. - odparłam.
- Chcę to naprawić. - mówił szeptem, jakby chciał zachować naszą rozmowę między nami.
- Już nie ufam nikomu. - byłam twarda.
- A Diablo. - wtrącił Kamil uważnie mi się przyglądając.
Cholera! Ma mnie. Co mam IM odpowiedzieć?
- Diablo to co innego. - odparłam.
Sebastian wkurzył się nie na żarty. Diablo właśnie wszedł z kawą.
- Ktoś ty? - warknął Seba.
Pokazałam mu ręką żeby nie mówił.
- Bo co? - odparł ostrożnie.
- Zabiję. - odparł Sebastian.
Chciał go uderzyć. Złapałam go za rękę. Co oni sobie myśleli? O nie! Tak nie będzie. Poszłam do łazienki i ubrałam się w dżinsy i koszulkę na krótki rękaw. Przeszłam obok nich. Żaden nie protestował tylko poszli za mną. Weszłam do gabinetu lekarza zostawiając ich przed drzwiami.Wypisałam się na własne żądanie. Tu jestem bezbronna. Wyszłam a chłopaki udawali jakby nic się nie stało. Ta jasne. Pewnie się lali jak małe dzieci.
- Diablo gdzie mój motor? - spytałam jak gdyby nigdy nic.
- Pod szpitalem a co? - odparł.
W tym momencie zrozumieli, ale ja już biegłam. Szybciej Amelia, szybciej! Udało się. Usiadłam. Szybko odpaliłam. Ktoś usiadł za mną ale ja już jechałam. Nie miałam jak się zatrzymać. Był to tylko Diablo. Uf... Pojechałam do domu cioci. Nie było jej. chowaliśmy się w moim pokoju i zamknęliśmy drzwi na klucz. Cieszyłam się, że chodź na chwilę pozbyłam się tej bandy.
- Co to za jeden? - spytał Diablo.
- Sebastian? Em... Zaufałam mu, skrzywdził mnie, teraz chce to naprawić, ale prawdopodobnie mu się nie uda.
- Czemu?
- Nie ufam dwa razy tym samym ludziom. - wyszeptałam - Tego mnie nauczyło życie. Nie ufaj, nie będziesz cierpieć.
- Rodzicom też nie powinnaś ufać.
Po jego minie widziałam, że nie chciał tego powiedzieć.
- Czemu? - odparłam.
Byłam ciekawa dlaczego tak sądzi.
- Bo... - usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Amelia kocham cię.




















_____________________________________________
Wiem, krótko i wg, ale musiałam dodać,
czy ktoś to czyta? plis komy zostawcie ;(
Dzięki :D

wtorek, 28 października 2014

Rozdział 3

Chłopak odprowadził mnie i poszedł do siebie. Zjadłam coś, wzięłam prysznic i poszłam spać. Na szczęście dzisiaj udało mi się zasnąć.
Obudziło mnie słońce. Od razu podniosłam moje ciało do pozycji siedzącej. Na dworze było ciepło. Wstałam z łóżka i ubrałam się w dresy i koszulkę na ramiączkach w kolorze błękitnym. Zeszłam na dół i zjadłam szybko śniadanie. Ciocia zostawił kartkę, że musiała wyjść i że mam nie uciekać, bo o wszystkim się dowie. Ok. Poszłam prosto na pastwisko. Były tam 4 konie. Tylko jeden - siwa klacz - podszedł do mnie. Pogłaskałam ją. O dziwo odważyłam się i wsiadłam na nią na oklep. Klacz zaczęła brykać, lecz po chwili uspokoiła się. Jednak był to błędny wniosek. Poniosła mnie galopem. Ta łąka była przedzielona na dwa. Koń miał zamiar przeskoczyć pierwszy płot. Jednak ja dawno nie jeździłam i gdy tylko klacz wzbiła się w górę ześlizgnęłam się z niej. Poturlałam się po trawie. Poczułam mocny ból w plecach. Powoli wstałam. Siwa wyglądała na zadowoloną z siebie.
- Dzięki. Nie ma to jak poturlanie się po trawie z rana.
Zarżała, a ja uśmiechnęłam się. Pokręciłam głową i odwróciłam się. Wpadłam wprost na Kamila i ponownie wylądowałam na zielonym podłożu.
- Uważaj trochę. - powiedział z uśmiechem chłopak i pomógł mi wstać.
- Dzięki. A tak w ogóle to cześć.
- No tak. Nie przywitałem się.
Zabawne. Klacz pojawiła się koło nas i szturchnęła mnie pyskiem.
- Nie gniewam się. - powiedziałam i poklepałam ją.
Wyszliśmy z pastwiska.
- Masz plany na wieczór? - spytał patrząc na mnie uważnie.
- Jeszcze nie. - zaśmiał się.
- Dzisiaj wieczorem robimy ognisko. Wpadniesz?
Hahaha... Jakbym miała coś do powiedzenia.
- Z takimi rzeczami to do cioci. Ja nie mogę udzielić ci odpowiedzi.
- Chcesz czy nie?
- Nie wiem.
- A konkretnie?
Znów ten sam numer? Dwa razy nie przejdzie.
- Kto będzie?
Przecież nie będę siedziała z jego koleżkami.
- Ja, Dominik, Draco, Ewelina, Diana, Julia i jeszcze dwóch moich kolegów.
- Zastanowię się.
- Nie daj się prosić.
Kiedy spojrzałam w jego oczy nie byłam w stanie mu odmówić.
- Ok. Musisz przekonać ciocię.
- To nie będzie trudne. Pa.
Zostawił mnie samą. Do końca dnia czytałam książkę. Czas szybko mi zleciał. Ubrałam na siebie siwe rurki i czerwoną koszulkę, na to jeszcze czarną bluzę. Kamil przyszedł po mnie. Razem przeszliśmy przez las i zatrzymaliśmy się na łące, gdzie było już rozpalone ognisko i ustawione ławki. Wszystkie spojrzenia skierowały się w naszą stronę. Podszedł do mnie uśmiechnięty Draco.
- Hej. - przywitałam go z uśmiechem i mocno przytuliłam.
- Cześć. - odparł również uśmiechnięty.
Zajęłam miejsce koło niego. Wszyscy rozmawiali się i śmiali... Zapomniałam już jak to jest siedzieć z kimś kto lubi się śmiać. Nie czułam się zbyt dobrze w ich towarzystwie. Skulona przysunęłam się do szatyna. Objął mnie ramieniem.
- Nie czujesz tego co? - szepnął mi do ucha.
- Czyli nie jestem sama? - odparłam równie cicho, na co uśmiechnął się szerzej.
- Co wy tam szepczecie? - spytała Diana.
- Nie przejmuj się nią. Zawsze jest taka. - dodała Julia.
Mimo, że paliło się ognisko i siedziałam blisko Draco było mi zimno. Chłopak dał mi swoją bluzę.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko.
Po chwili usłyszeliśmy motory. Okrążyły nas ze wszystkich stron. Stanęłam na równe nogi. Zresztą jak wszyscy. Z jednego zsiadła dobrze znana mi sylwetka. Mężczyzna ściągnął kask.
- Cześć Amelia. - powiedział z zadziornym uśmiechem Diablo.
Również się do niego uśmiechnęłam. Kamil był zły.
- Zjeżdżaj stąd. - powiedział, a za nim wstawił się brat.
Dominik również był wściekły. Diablo musiał im dać popalić.Szczerze nie wiedziałam o co chodzi. Ale lubiłam Diablo. Był inny. Jakby bardziej mnie rozumiał. Dużo bardziej niż inni. Zaczęli się kłócić. Wywróciłam oczami. Nigdy nie przestaną. Kamila nawet nie uciszyła blondi.
- Diablo odwieziesz mnie do domu? - spytałam na co ucichli.
Oddałam Draco bluzę. Przytuliłam go na pożegnanie i podeszłam do chłopaków.
- Na pewno nie. - powiedział Kamil.
- Sama o sobie decyduję. - odwarknęłam.
Teraz mnie wkurzył. Zdziwił go mój ton. Zrobił się poważny. Widziałam chłód w jego oczach.
- Obiecałem twojej cioci, że cię odprowadzę. - powiedział poważnie i jeszcze był opanowany.
- Powiem jej, że to przeze mnie nie dotrzymałeś umowy albo, że zwiałam.
Wsiadłam na motor za blondynem. Po chwili byliśmy w drodze. Dobrze się czułam będąc blisko niego. Po chwili stanął pod moim domem.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko - Mam do ciebie prośbę. Nie wracaj tam.
- To po to chciałaś, żebym cię odwiózł. - spojrzał w ziemie.
- Zdziwisz się ale martwię się o ciebie.
- O mnie? - wyszczerzył się znów patrząc na mnie.
Ja nadal byłam poważna.
- Wiesz, nie mówię tego każdemu.
- Zapamiętam. - przytulił mnie mocno.
Jego ramiona dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Czułam się po prostu dobrze. Tak jak dawniej. Tylko przy nim. Wymieniliśmy się numerami telefonów.
- Nieźle radzisz sobie z Kamilem. On... - zaczął ale mu przerwałam.
- Nikt nie może mi rozkazywać.
- Spędzasz z nim dużo czasu co? - spojrzał mi w oczy.
- Wiesz tak szczerze to ciocia mnie do tego zmusiła. Ale tylko pierwszego dnia. Później sama chciałam. Okazuje się, że nie jest taki zły. - zaczął otwierać usta żeby coś powiedzieć, lecz szybko dodałam - Ale nie mam zamiaru namawiać cię do zgody z nim.
Przeczesał dłonią włosy.
- Dzięki. Trzymaj się Mała. - puścił do mnie oczko i usiadł na motor.
- Mała?
- Nie pytaj. - uśmiechnął się i odjechał.
Weszłam do domu. Cioci jeszcze nie było. Wzięłam szybki prysznic i wślizgnęłam się pod ciepłą kołdrę. Usłyszałam kroki. Zapewne ciocia szła do mnie. Usiadłam i oparłam się o poduszkę. Rozległo się ciche pukanie.
- Proszę. - odpowiedziałam.
Tego się nie spodziewałam. Drzwi otworzyły się,a do pokoju wszedł Kamil.
- Co ty tu robisz? - spytałam zła.
- Musiałem sprawdzić czy przywiózł cię do domu.
- Sprawdziłeś. Możesz iść.
Zawahał się. Spojrzał mi w oczy, które były zimne.
- Czemu to zrobiłaś? - uważnie przyglądał mi się.
Muszę mu się tłumaczyć.
- Nie muszę ci się tłumaczyć. - odparłam twardo.
- Będziesz tłumaczyć się ciotce.
- Co ty chcesz mi utrudnić życie czy co?
- Nie. Po prostu raz mogłabyś zachować się racjonalnie.
- No jasne, bo ty zawsze taki jesteś. Jeśli nie wiesz czemu to mnie nie oceniaj.
Nagle stanęłam przed nim. Twarzą w twarz. Oboje byliśmy źli na siebie. Ja byłam wściekła.
- To mi powiedz. - patrzył wprost w moje oczy.
Jego ton nie znoszący sprzeciwu; to wszystko na mnie oddziaływało. Ale tym razem nie miałam zamiaru się poddać.
- Tani chwyt. - podsumowałam.
- Ostatnio zadziałał. - odparł.
Chciałam go wypchnąć z pokoju. Mocno złapał mnie za lewe przedramię. Byłam pewna, że nie jest świadomy tego co robi. Lecz wspomnienia wróciły.
- Puść. - poprosiłam mocno zaciskając powieki.
Natychmiast to zrobił. Odsunęłam się od niego. Moje oczy się zaszkliły. Daj spokój. Nie będziesz płakać. Widziałam, że chce coś powiedzieć, ale przerwał mu ktoś.
- Amelia? - w drzwiach pojawił się Diablo.
Ta sytuacja musiała wyglądać dla niego jednoznacznie. Stałam przerażona, z łzami w oczach, a obok Kamil. Był wściekły. Natychmiast do niego podeszłam.
- Posłuchaj, to nie tak jak myślisz. - zaczęłam zdenerwowana.
- Nie broń go. - warknął wlepiając wzrok w szatyna.
- Naprawdę. To był przypadek. Pokłóciliśmy się. Wszedłeś chwile za późno by zobaczyć całą sytuację. - modliłam się by mi uwierzył.
- Więc wyjaśnij mi to. - spojrzał na mnie.
- 4 lata temu jakiś koleś - nie chciałam żeby zabił Draco - pociął mi całe przedramię. Kamil złapał mnie za rękę. Nie wiedział, że tak zareaguję.
Nagle jego oczy złagodniały. Wyraz twarzy z wściekłego stał się współczujący. Mocno mnie przytulił. Wściekły Kamil bez słowa wyszedł. Diablo posiedział ze mną chwilę po czym poszedł. A ja nie mogłam spać tej nocy.
Ani tej, ani następnej, ani kolejnej... Kamil nie odzywał się do mnie od tamtej pory. Minęły już dwa tygodnie. Diablo musiał gdzieś wyjechać. Powiedział, że niedługo wróci i mam się nie martwić. Jednak ja nie umiałam sobie z tym poradzić. On wyjeżdżał, a Kamil w ogóle ze mną nie rozmawiał. Siedziałam na rzeką. Zapaliłam kolejnego papierosa. Uspokajało mnie to po części, chodź wiedziałam, że to nie zdrowe. Ugh... Stałam się znów zamknięta. Nie było już Amelii, która była posłuszna cioci. Znów byłam buntowniczką.
- Nie pal. To nie zdrowe. - powiedział tak dobrze znany mi głos.
Odwróciłam się. Kamil stał oparty o drzewo. Tak bardzo chciałam usłyszeć jego głos jeszcze raz. Wtedy wybiegł ode mnie wściekły. To nie powinno się zdarzyć. Mam miesiąc. Miesiąc żeby móc z nim porozmawiać. Podszedł do mnie i bez wahania zabrał mi niedopałek gasząc go. Spojrzał w moje oczy.
- Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem. - zwiesił głowę.
- Przepraszam, że wtedy pozwoliłam ci wyjść. - miał pytający wyraz twarzy - To wszystko mogło się skończyć tamtego wieczoru.
- Daj spokój. Powinienem zachować się inaczej.
- To swoją drogą.
Po chwili spytał:
- Czemu znowu się od wszystkich odwróciłaś?
Spojrzałam w jego śliczne oczy. Jego bystre spojrzenie oczekiwało odpowiedzi.
- Może dlatego, że znów poczułam się samotna. Nie miałam ani ciebie, ani Diablo.
- Coś mu się stało? - ostrożnie zadał to pytanie.
- Wyjechał.
Nastała chwila krępującej ciszy. Chłopak postanowił ją przerwać;
- Jesteś zła?
- Nie, a ty?
- Też nie.
Nie wiedziałam, co mną kierowało, ale potrzebowałam tego. Mocno się do niego przytuliłam. Odwzajemnił to. Poczułam się bezpiecznie. Ale inaczej niż w obecności Diablo. Kamil był dla mnie kimś innym.
- Jesteś dzisiaj zajęta? - spytał.
- Chciałam wieczorem obejrzeć film. Przyjdziesz? - spojrzałam na niego.
Uśmiechnął się szeroko.
- Jasne. Do zobaczenia. I nie pal więcej.
- Postaram się.  - odparłam.
Cały dzień zleciał mi na domowych obowiązkach.  Aż nadszedł wieczór. Chłopak przyszedł kiedy skończyłam sprzątać łazienkę.
- Masz dobre wyczucie czasu. - powiedziałam z uśmiechem.
- Wiem. - odwzajemnił to.
Po chwili pomógł mi zabrać jakiś sok i szklanki i ruszyliśmy do mojego pokoju.
- Jaki film? - spytał kładąc się wygodnie na łóżku.
- Nie mam zielonego pojęcia. - nie myślałam wcześniej o tym.
- To ja wybiorę.
Wziął mojego laptopa. Byłam ciekawa co wymyśli. Miałam nadzieje że będzie to komedia albo film przygodowy albo akcji.
- Mam. - powiedział poklepując miejsce obok siebie.
Zajęłam je. Chłopak objął mnie ramieniem. Poczułam motylki w brzuchu. O nie! Nie zakochałaś się! W tym momencie nie sluchałam tego. Film się zaczął. Po początku już wiedziałam co mnie czeka.
- Nie oglądam horrorów. - spojrzałam na Kamila.
- To zrób wyjątek.
- Kamil, będę się bać.  - zaprzeczyłam.
- Ty? - uniósł brew przyglądając mi się.
- Tak ja.
- Nie wierzę.
Ja naprawdę się boje. Co straszną scenę przechodził mnie dreszcz i wtulałam się w chłopaka. On to zrobił celowo. Jestem tego pewna.
- Nie bój się. - szepnął mi do ucha a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
- Zabawne. - odparłam.
Po filmie Kamil mocno mnie do sie siebie przytulił.
- Przy mnie nie musisz się bać. - spojrzał w moje oczy.
Masz rację. Przy tobie się nie boję. Okazało się że jestem zmęczona. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam w jego ramionach.
Obudziłam się dość wcześnie. Kamila nie było obok. Usłyszałam jakieś głosy dochodzące z kuchni. Powoli zeszłam na dół i stanęłam przy wejściu.
- Ufa ci już?  - spytała ciocia.
- Myślę że tak. - odparł Kamil.
Myślałam że on jest inny. Że mogę na nim polegać. Dla niego byłam gotowa złamać moją jedyną regułę. Widocznie nic dla niego nie znaczyłam. To tak bardzo bolało. Lecz wróciła stara Amelia która zamienia ból na nienawiść.
- Mylisz się. Nigdy ci nie zaufam. - warknęłam i wybiegła stamtąd.

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 2

Powoli weszłam do domu.
- Gdzie byłaś dziewczyno?! - ciocia się wkurzyła.
Stała za mną. Na jej twarzy wyraźnie widziałam złość. Raczej była wściekła. Zmarszczyła czoło.
- Tu i tam... - odparłam spokojnie.
Na razie stać mnie było na opanowanie. Chodź wiedziałam, że to chwilowe.
- Dlaczego uciekłaś?! - miała mocno podniesiony ton głosu.
- Przez ciebie. Ostrzegłam cię. Nie posłuchałaś. - ja również się nieco uniosłam.
Widziałam, że zdziwiłam ją. Aż otworzyła buzię. Przyznam, że był to śmieszny widok.
- Zero wychodzenia z pokoju. Cały czas od teraz tam siedzisz. Pokaż mi się na oczy dopiero na śniadaniu.
Posłusznie powoli weszłam na górę po starych skrzypiących schodach. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Usiadłam na łóżku. Szkoda że wszyscy tak mało rozumieją. Nikt tak naprawdę nigdy nie będzie czuł tego co ja. To przez co ja przechodziłam na pewno nie zdarzyło się nikomu innemu...
- Głupia dziewczyno! - warknął do mnie ciągnąc mnie po ziemi za włosy - To mój teren! - rzucił mną o ścianę.
Upadłam na zimne płytki. Z moich oczu mimo mojej woli spłynęło kilka łez. Nie pewnie podniosłam głowę. Mężczyzna kręcił się w kółko.
- Masz dwie szanse. - zwrócił się do mnie patrząc na moją skuloną osobę z obrzydzeniem - Jeśli wybierzesz pierwszą cała wrócisz do domu. Jeśli drugą też.
Coś mi tu śmierdziało. Mimo, że się bałam nadal myślałam trzeźwo...
- Dobrze. Więc wybrałaś pierwszą. - powiedział z jadowitym uśmiechem i podszedł do mnie.
Z kieszeni wyjął mały przedmiot. Nie mogłam dojrzeć co to było przy tak słabym świetle. Lecz po chwili poczułam zimne ostrze na mojej lewej ręce. Cięło raz koło razu. Tego osobnika nie ruszało to, że krzyczałam, że błagałam żeby przestał... Po prostu pociął całe lewe przedramię.
- I nikomu nic nie wspominaj, bo zobaczymy się znowu. - dodał i wyrzucił mnie z małego pomieszczenia na zimny, betonowy chodnik.
Cała przerażona i wyczerpana zdołałam dobiec do domu gdzie straciłam przytomność...
Złapałam się na tym, że z moich oczu leci kilka łez. Och, przestań! To głupie płakać! To było już dawno. Ale ślad zostanie na zawsze... Przyjrzałam się uważnie mojej lewej ręce. Kiedy światło odpowiednio na nią padało widniały na niej białe kreseczki. Nie rozumiem jak ludzie mogą się ciąć. To niepoważne. Zadawanie sobie bólu nie pomaga. Ja nigdy nie pozmyślałam o tym, żeby coś takiego sobie zrobić. Nawet po śmierci Eryka. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarną skórzaną kurtkę. Uwielbiałam ją. To w niej Eryk jeździł motorem. Założyłam ją zaciągając się zapachem perfum, których kiedyś tak bardzo nie lubiłam. Odłożyłam ją na swoje miejsce. Nie pozwoliłam rodzicom wyrzucić niczego co należało do mojego brata. Wzięłam ciepłą bluzę, która też kiedyś należała do niego i zapięłam ją pod brodę. Mimo, że było lato - dla mnie wyjątkowo zimne noce. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Lecz całą noc słyszałam jak coś skrzypi, huczy, trzaska... Nie mogłam zmrużyć oka. Wstałam dość wcześnie. Koło 7. Ubrałam się w siwe dresy i tego samego koloru koszulkę z Myszką Micke'y. Zeszłam na dół. W kuchni ciocia piła już kawę. Cicho przywitałam się i wyciągnęłam z lodówki masło, ser żółty i pomidora. Następnie wzięłam kawałek swojskiego chleba. Usiadłam przy stole zaczynając robić sobie śniadanie.
- Przepraszam, że wczoraj tak się uniosłam. - powiedziała Basia uważnie mi się przyglądając.
- W porządku jestem przyzwyczajona. - odparłam nie odwracając wzroku od jedzenia.
Po chwili ugryzłam pierwszy kęs i wstałam nalać sobie soku do szklanki.
- Nie powinnaś być przyzwyczajona.
- Ale jestem. - odparłam obojętnie.
Po chwili ktoś zapukał do drzwi. U cioci wchodziło się przez kuchnię.
- Wejdź. - powiedziała jakby się kogoś spodziewała.
Drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia wszedł Kamil. A on tu co? Ma coś do załatwianie, czy może jest typem "trudnej młodzieży", której pomaga ciocia?
- Usiądź. - powiedziała łagodnie Barbara.
Chłopak powiedział "cześć" na co odpowiedziałam skinieniem głowy, bo jestem kulturalna i nie odpowiadam z pełną buzią. Ciemnowłosy usiał koło mnie.
- Amelia, masz szczęście. - powiedziała ciocia. Wracam do domu? - Kamil powiedział, że się tobą zajmie więc możesz wyjść z domu.
A czy mnie ktoś o zdanie spytał? A może ja nie chcę z nim siedzieć? Pomyślał ktoś o tym? Z trudem przełknęłam ostatni kawałek przepysznej kanapki. Popiłam sokiem i odstawiłam naczynia do zlewu.
- Motoru mi nie zabierzesz? - spytałam.
Oczywiście nie wolałabym tego, ale muszę być pewna, że jak skarzę się na męki to ona nie zabierze mi mojej małej maszyny.
- Nie. Ale przynajmniej kilka dni żadnego jeżdżenia. - odparła poważnie.
Na razie się nie sprzeciwiłam.
- A co z jazdą konną? - musiałam wiedzieć czy to też jest mi zakazane.
- Lubisz? - zdziwiła się.
- Owszem. To też jest zakazane, czy mogę wsiąść na konia? - byłam już zniecierpliwiona.
- Jutro. Dzisiaj Kamil na pewno ma dla ciebie zajęcie.
Och, na pewno będzie to fascynujące. Ten sarkazm w mojej głowie nie pomógł mi. Niechętnie wyszłam z domu razem z chłopakiem. Oboje zatrzymaliśmy się.
- Piesza wycieczka cię satysfakcjonuje? - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Ostatecznie. - odparłam.
Lubiłam chodzić po lesie, ale sama albo z psem, którego rodzice nigdy nie chcieli mi kupić. Ruszyliśmy jakąś nieznaną mi ścieżką i zastanawiałam się czy idziemy z górki czy pod, ale chyba to drugie. Na razie szliśmy w ciszy. Było mi z tym dobrze. Mogłam pomyśleć. Coś migało mi między drzewami. Jakaś sylwetka. Byłam czujna. Jednak po chwili... Zobaczyłam go przed nami. Nie zmienił się. 4 lata temu wyglądał tak samo. Wysoki, szczupły... Nie poznał mnie.
- Jak się masz Draco? - Kamil uścisnął mu dłoń.
Doprawdy? Draco? Nie był Polakiem. Wszystkie wspomnienia wróciły lecz teraz nie byłam bezbronna.
- Dobrze. - poznałam ten uśmiech. Moje serce przyśpieszyło - A ta ślicznotka? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Mięliśmy okazję się poznać. Nie pamiętasz, DRACO? - byłam już wściekła.
- Jakoś nie. - zaśmiał się.
- Odświeżę ci pamięć. - odparłam i ściągnęłam bluzę pokazując mu moje lewe przedramię.
Mina mu zrzedła. Pamiętał.
- Przysięgam ci. Chcieli mnie zbić.
- Wiesz. Szczerze to mam to gdzieś. - odparłam - Powiem ci jedno. Zrobiłeś mi to a ja straciłam trochę wcześniej bliską mi osobę. Pogratulować.
Odwróciłam się. Lecz nie dane było mi odejść, bo Kamil zacisnął moją rękę w żelaznym uścisku.
- Co jest? - spytał.
Nie domyślił się. Zaśmiałam się gorzko.
- Spytaj swojego przyjaciela. - prawie to wyplułam - Poczekam nad rzeką.
Wyrwałam się i poszłam w umówione miejsce...

*Kamil*
- O czym ona mówi? - zwróciłem się do Draco gdy brunetka była poza zasięgiem wzroku.
Chłopak spuścił głowę. Co on do cholery zrobił.
- Draco... - ponagliłem.
- Cholera, Kamil! Trafiła w nieodpowiednie towarzystwo. Jaki ja byłem głupi! - zaczął - Oddałbym wszystko żeby cofnąć ten cholerny czas!
- Co zrobiłeś? - byłem spokojny.
Nie wiedziałem o co chodziło, ale nie chciałem go oceniać. Opowiadał mi o sobie. Miał ciężkie życie.
- Pociąłem ją. Całe przedramię. A potem ją wyrzuciłem. Tak jak mi kazali. Była wtedy dzieckiem. Mogła przeze mnie zginąć. - usiadł na kamieniu i oparł głowę na rękach.
Podszedłem do niego.
- Jak widzisz jeszcze możesz wszystko naprawić. - pocieszyłem go.
- Ona mnie nienawidzi. Od razu mnie poznała. Cholera. Co ja zrobiłem... - jego oczy zaszkliły się.
Zamknął powieki. Nigdy nie widziałem go w takim stanie.
- Idź z nią pogadać. - zacząłem go namawiać.
Po dłuższym czasie się zgodził. Dałem mu chwilę, a potem poszedłem do nich. Kiedy zobaczyłem go z nią... Coś ścisnęło moje serce. Idioto... Przecież jest od ciebie 3 lata młodsza. I co? Zakochałeś się w niej...

*Amelia*
Już się nieco uspokoiłam. Było mi lepiej. Poczułam rękę na moim ramieniu. Nie był to Kamil. Wstałam i odwróciłam się. Przede mną nie stał ten Draco, który mnie skrzywdził, ale ten który żałował.
- Zanim coś powiesz to mnie wysłuchaj. - poprosił - Ja... żałuję. Byłem głupi. Zrobiłbym wszystko żeby cofnąć czas. Wiem, że przepraszam to za mało, ale... Przepraszam cię Amelia.
Dopiero teraz spojrzał w moje oczy. Nie byłam w stanie zrobić nic innego. Mocno go przytuliłam. Nie winiłam go. Był zastraszany. Pod presją ludzie robią różne rzeczy.
- To co impreza? - spytałam go i oboje zaśmialiśmy się.
Po chwili dołączył do nas Kamil. Po jego minie widziałam, że coś się stało. Ciekawe co? Nie wiadomo skąd wybiegła nagle Ewelina.
- Kamil! Szukam cię od rana! - wydarła się.
Rzuciła mu się na szyję i złożyła namiętny pocałunek na jego ustach. Nie opierał się tak jak ostatnio. Moje serce ścisnęło się. Na pewno nie! Nie, nie, nie, nie ,nie! Nigdy nikogo nie pokocham. Nigdy! Lecz uczucie jak na złość - nie zniknęło.
- Kamil zbieram się. Może ciotka w końcu mnie puści. - powiedziałam wywracając oczami.
Draco zaśmiał się. Nadal nie był pewny tego co może w mojej obecności. Widziałam to. Ponownie przytuliłam szatyna.
- Nie winię cię. - szepnęłam.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Poczekaj. Idę z tobą. - powiedział Kamil.
No tak. Przecież miał się mną opiekować... Ugh... W końcu po drodze zdecydowaliśmy się na spacer. Doszliśmy do jakiejś łąki. Na środku stało spore drzewo, a na jednej z jego gałęzi wisiała huśtawka. Obok w cieniu stała mała szopka. Chłopak otworzył ją i wyjął gitarę. Uwielbiałam dźwięk tego instrumentu. Usiadłam na huśtawce, a on oparty o drzewo cicho grał nieznaną mi melodię. Byłam strasznie zmęczona. Jednak nie mogłam zasnąć. Ziewnęłam.
- Zmęczona? - spytał przyglądając mi się.
- Trochę. Zawsze miałam problem z zaśnięciem w nowych miejscach. Tyle, że dom cioci skrzypi i huczy. I mam wrażenie, że po nocy ktoś w nim chodzi.
- Jest z tym związana pewna historia.
- Jaka? - spojrzałam w jego śliczne czekoladowe oczy.
Przez chwilę nieświadomie patrzyłam w prost w nie, ale po chwili odwróciłam wzrok.
- Podobno dobre wróżki chodzą po domach i strzegą dzieci. Czasem zostawiały dla nich mały prezent.
Ciekawe.
- Fajnie. Tylko, że przez nie nie mogę spać.
- Nie przejmuj się. Też tak miałem na początku.
Spojrzałam na niego. Jego bystre spojrzenie chciało prześwietlić moją duszę. Lecz była ona zbyt zamknięta dla kogoś takiego jak on...
- Opowiesz mi coś o sobie? - zaczął bawić się źdźbłem trawy.
- Nie ma co opowiadać. - odwróciłam się kończąc temat.
- Jednak chciałbym coś wiedzieć.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Pamiętaj. - przypomniałam.
- Nie strasz mnie. I tak się nie boję. - odparł.
Czemu chciał coś o mnie wiedzieć? Do tej pory nikomu nie zależało.
- Co chcesz wiedzieć?
- Możesz mnie zabić, ale miałaś chłopaka? - uśmiechnął się szeroko.
- Nie. Chyba, że chcesz liczyć takiego dziwnego gościa, który biegał za mną wszędzie póki mu nie powiedziałam, że mam inną orientację seksualną.
- A masz? - zdziwił się.
- Głupek. - uśmiechnęłam się lekko.
- Czemu tak rzadko się uśmiechasz?
- Bo nie mam powodu, żeby obdarowywać świat uśmiechem.
Na chwilę zamilkł. Pewnie się zastanawiał.
- Co lubisz robić?
- Motory, czytanie książek, jazda konno, śpiewanie, rysowanie... to by było na tyle.
- Granie na nerwach.
- Też.
Zaśmiał się. Miałam wrażenie, że rozmowa ze mną sprawia mu przyjemność. Siedzieliśmy tam póki nie zaczęło robić się ciemno.
















____________________________________
Co powiecie na taki zwrot akcji? ;)
Wprowadzam nowość!!!
Pytania odnośnie kolejnego rozdziału. Pytajcie i nie błądźcie ;) Z chęcią odpowiem
                                                        Nina

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 1

Było już ciemno kiedy weszłam do domu. Ciocia siedziała w kuchni. Nie miałam zamiaru z nią siedzieć. Poszłam do siebie. Opadłam na wygodne łóżko. Powoli oddychałam. Ktoś cicho zapukał. Rodzice zrobili mi awanturę. Sprawdzę czego ona oczekiwała.
- Proszę. - powiedziałam cicho i usiadłam po turecku.
Brunetka powoli weszła do pokoju. W ciszy podsunęła sobie krzesło do łóżka i usiadła. Patrzyła na mnie chwilę.
- Nie jestem twoim wrogiem. - zaczęła powoli - Czemu uciekłaś?
- Nie przyjechałam tu szukać przyjaciółeczek. - odparłam na razie jeszcze spokojnie.
Wiedziałam, że ta rozmowa nie skończy się happy end'em.
- Chociaż spróbuj. Nie znasz tu nikogo. Może jednak warto... - przerwałam jej.
- Nie mam zamiaru z nikim się zapoznawać. Nie chcę nikogo poznawać. Na pewno nie tego kogoś kogo ty mi przedstawiasz.
- Dobrze. Pomyśl nad swoim zachowaniem, a ja przejmuję na tydzień twój motor.
- Ucieknę.
- Nie uciekniesz.
Zamknęła drzwi na klucz. Byłam zrozpaczona. Rodzice zostawili mnie u niej samą. To nie była moja ciocia. Moja Basia nie zrobiłaby mi czegoś takiego. Nie będę płakać. Mimo, że było mi przykro, byłam również wściekła. Tak? Więc rób jak chcesz, ale uważaj. Ja nie słucham nikogo. Stąd do ziemi był kawałek. Ale okno to była moja jedyna droga. Mniej więcej metr od niego była pierwsza gałąź drzewa. Otworzyłam okno i stanęłam na parapecie. Wzięłam głęboki oddech.Przykucnęłam i... Skoczyłam. Moja ręka owinęła się na gałęzi. Udało się. Powoli, najciszej jak umiałam z głośno bijącym sercem zeszłam z rośliny. Złapałam mój motor i odeszłam kawałek wiedząc że charkot silnika obudzi moją opiekunkę. Zapaliłam go dopiero na asfaltowej drodze. Dojechałam do lasu. Nas rzeką. Miałam nadzieje, że nikt mi nie ukradnie mojego motorka. Postawiłam go w krzakach. Sama schowałam kluczyk do kieszeni i wdrapałam się na drzewo obok. Oparłam się o konar. Ciężko było zasnąć mi w nowym miejscu. W Warszawie czasem też tak uciekałam. Kilka razy zdarzyło mi się już spać na drzewie. No cóż. Bywa. Nawet nie wiem kiedy moje powieki zamknęły się, a ja straciłam świadomość...
Obudziło mnie słońce przedzierające się przez zielone liście. Leniwie otworzyłam oczy. Mój motor stał tam gdzie wczoraj. Świetnie.
- Amelia! - usłyszałam głośne wołanie dochodzące z niedaleka.
Był to męski głos. Chyba... tak to był Kamil. Tylko skąd znał moje imię? Natychmiast zeskoczyłam z drzewa prawie na niego wpadając.
- Co u ciebie Danusiu? - wkurzył się nieco.
Nie odpowiedziałam. Chciałam być sama. Jak ciocia mnie znajdzie będę uziemiona, a wiem, że to ona poprosiła go o pomoc. Gdy podeszłam do mojej maszyny chłopak złapał mnie za rękę. Powaliłam go na ziemie.
- Trzymaj się ode mnie z daleka. Nie lubię intruzów. - powiedziałam szorstko i wsiadłam na motor.
- To ty jesteś na moim terenie. - odparł ostro stojąc już na dwóch nogach.
- Słuchaj, bo widzę że nie czaisz; Nie zadaję się z nikim. Widać, że nic nie wiesz o takich jak ja. Lepiej dla ciebie. Dla mnie z resztą też. - odpaliłam pojazd.
Tylnym kołem zakręciłam w miejscu osypując Kamila ziemią i odjechałam. Wścibski, głupi chłopak! Co on sobie myślał? Skończ Amelia. Uspokój się. Licznik pokazywał rezerwę. Musiałam zatankować. Pojechałam na stację. Nalałam pełen bak. Kosztowało mnie to 200 złoty, ale rodzice zaopatrzyli mnie w pieniądze na paliwo. Podszedł do mnie jakiś gość. Był trochę starszy ode mnie. Zdecydowanie. Tak gdzieś pięć lat? Mniej więcej.
- Fajny motor. - powiedział z lekkim uśmiechem.
Zmierzyłam go wzrokiem. Nie znałam go. Nie chciałam z nim rozmawiać.
- Nie boisz się sama jeździć? - no dobra.
Pogadam z nim. Wydaje się fajny. Ale znając moje szczęście... Nie dokończę.
- A co mi się stanie? - odparłam opierając się o moją maszynę.
Uśmiechnął się, a jego oczach dostrzegłam błysk. Byłam czujna.
- Ktoś może cię okraść. To drogie motory. Siedemnastolatkę raczej na nie nie stać.
Skąd wiedział ile mam lat? I co? Straszył mnie? Jakoś się nie przejęłam... Jednak czułam, że mogę mu zaufać.
- Dostałam.
- Od?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - zaśmiał się.
Jego głos brzmiał znajomo, ale nie znałam go.
- Już tam jestem.
- Witaj w klubie.
- Diablo.
- Amelia.
Na dźwięk mojego imienia uśmiech zniknął z jego twarzy, lecz po chwili znów się pojawił. W moim brzuchu zaburczało. No tak. Nic nie jadłam oprócz wczorajszego obiadu.
- Mogę zaprosić cię na coś dobrego? - spytał i przyjaźnie wyciągnął rękę.
- Ostatecznie... - roześmiał się.
Poszliśmy do baru. Chłopak zamówił dwie kawy i dwa hamburgery. Usiedliśmy przy oknie. Sprawdziłam telefon. 24 nieodebrane połączenia od cioci. Ha... Zabawne.
- Co robisz sama na stacji benzynowej? - spojrzał mi w oczy.
- Przyjechałam poznać św. Mikołaja. - odparłam zirytowana - Po to po co przyjeżdża się na stacje.
Zaśmiał się. Po chwili ktoś przyniósł nam nasze zmówienie. Upiłam łyk kawy i ugryzłam pierwszy kęs hamburgera. Był wyjątkowo dobry, lub byłam wyjątkowo głodna.
- A serio? - oparł się o czerwone siedzenie.
- Nie ufam komuś kogo nie znam. - podniósł brew.
- Daj spokój. Jestem po twojej stronie. Zakład, że zwiałaś z domu.
- Wygrałeś. - wzięłam kolejny kęs fast food'a.
Uśmiechnął się ciepło. Nie wiedziałam o co mu chodziło. Gadaliśmy lecz nie opowiadałam mu za dużo o sobie. On zresztą też nie mówił nic o nim. Wyszliśmy przed budynek.
- Uważaj! - krzyknął Diablo.
Jego ręce owinęły się wokół mojej tali i przyciągnęły do siebie. Gdyby tego nie zrobił potrącił by mnie motor. Widziałam wściekłość na jego twarzy.
- Kamil przegina. - warknął - Trzymaj się od niego z daleka. Jest przywódcą tutejszej "grupy motocyklistów".
- Jeśli myślę o tym samym Kamilu co ty to on mi nic nie zrobi.
- Mimo wszystko uważaj. Nie ufaj mu. Pojedziesz do mnie? Nie chcę żeby coś ci się stało.
Tak, czy nie? Cholera. Ufałam mu.
- Ok.
Podeszliśmy do motorów. Ktoś podszedł do mnie.
- Wiesz jak ciotka się o ciebie martwi? - powiedział Kamil.
- Wiesz jak nie lubię kłamców? - odparłam patrząc mu w oczy.
- Nie okłamałem cię. Za to ty...
- Za to ja nie powiedziałam ci swojego imienia. Nie zadaję się z takimi jak ty. Odpuść sobie. - wkurzył mnie.
Jeździł za mną bo ciotka go prosiła? Jego dłoń złapała mój nadgarstek. Zabolało. Kopnęłam go w klatkę piersiową. Upadł.
- Nie dotykaj mnie. Starszy nie znaczy mądrzejszy.
Podszedł do nas Dominik i pomógł się podnieść bratu.
- Jedziesz z nami czy tego chcesz czy nie. - powiedział wściekły.
- Zostaw ją Kamil. - wtrącił się mój towarzysz.
Stanął koło mnie.
- Diablo. Jak miło cię widzieć. - odparł Kamil - Ty jeszcze nie w piekle. Myślałem, że jak ostatnio dostałeś nauczkę to się tu więcej nie pokażesz.
- Jak widać za słabo dałeś sobie radę. Zostaw Amelie. Jedzie ze mną.
- Żebyś mógł jej coś zrobić? Na pewno nie.
Zaczęli się kłócić. Cholera! Tu chodzi o mnie a oni targują się jakby chcieli kupić jakiś najlepszy motor. Nie jestem rzeczą, a w tym momencie tak się czułam.
- Cisza! - warknęłam i stanęłam między nimi - Nie jestem waszą własnością! Robię to co chcę. Was to nie powinno obchodzić.
Wsiadłam na mój motor i założyłam kask.
- Amelia poczekaj. - odezwał się Diablo. Westchnęłam. Podszedł do mnie - Uważaj na siebie.
- Jak zawsze. - odparłam i uśmiechnęłam się lekko.
Kiedy ruszyłam, ruszył za mną też Kamil, Dominik i ich trzech kolegów. Zaczynałam mieć go dość. Przyśpieszyłam. Jechałam ponad 200km/h. W końcu dojechałam tam gdzie zawsze zostawiając mój ogon w tyle. Schowałam motor w krzakach. Usiadłam na brzegiem i spojrzałam w wodę. W odbiciu widziałam pewną siebie dziewczynę, która niczego się nie boi.
- Wcale taka nie jesteś Amelio. - mruknęłam do siebie.
Zaczęłam śpiewać. Tak sama dla siebie:

Obudziłam się
Obudziłam się

Obudziłam się
Błądziłam po omacku
Tak nisko się stoczyłam z sercem na dłoni
Obudziłam się
Jak mogłam tak źle odczytać gwiazdy?

Obudziłam się
I teraz stało się dla mnie jasne
Że wszystko to, co widzisz
Nie zawsze jest tym czym się wydaje
Obudziłam się
Przez ten cały czas tylko śniłam...

Westchnęłam. Czemu tak bardzo wydawało mi się, że ta piosenka jest o mnie. Ręką zburzyłam taflę wody. Po chwili gdy się uspokoiła zobaczyłam za mną Kamila. Gwałtownie obróciłam się i gdyby nie jego ramiona wylądowałabym w wodzie. Jednak natychmiast odsunęłam się od niego. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
- Ładnie śpiewasz. - uśmiechnął się przyjaźnie.
- To tylko pozór. Pewnie nie wiesz o czym.
- Zaskoczę cię. Znam angielski i wiem.
- To fajnie. A teraz odczep się ode mnie.
Chciałam odejść. Byłam po prostu na niego zła. Tak po prostu. Złapał mnie za rękę. Na jego twarzy malowało się zmartwienie.
- Zamierzasz nie wrócić do domu?
- Może wieczorem. A może znowu będę spała w lesie. Nie wiem. - nie patrzyłam na niego.
- Dziewczyno, bądź poważna. Ciotka się o ciebie martwi.
Zaśmiałam się gorzko.
- Nie powinna. To przez nią. - chłopak zmarszczył czoło - Powiedziałam jej, że ucieknę jak zabierze mi motor. Nie uwierzyła. Jeśli byłabym zmuszona skoczyłabym z pierwszego piętra.
- Wiesz, że jak źle upadniesz to grozi ci kalectwo, albo śmierć.
- Co z tego? Moje życie nie jest dla mnie ważne.
Zdziwiłam go. A nie. Jednak go wkurzyłam.
- Jak możesz tak mówić? Masz całe życie przed sobą. Naprawdę ci nie zależy?
- Nie. Jak mam być szczera to dano przestało mi zależeć. Lepiej mnie zostaw. Ludzi, którzy się koło mnie kręcą zazwyczaj nie spotyka nic dobrego.
- Na przykład? - nie wierzył.
Dlaczego oni wszyscy są tacy... nieufni? Wiele przeżyłam w moim krótkim na pozór życiu. Jeździć motorem zaczęłam po śmierci mojego brata czyli 4 lata temu. Miałam 13 lat. Wiele razy wracałam do domu pobita. Nie ruszało mnie to. Rodzice kilka razy byli ze mną na pogotowiu bo miałam skręconą rękę lub nogę, ale ja nadal jeździłam. To mi pomagało. W końcu nauczyłam się walczyć i "gangi" przestały się mnie czepiać. Byłam teraz wolna. Zabawne.
- Żywy przykład... - zastanowiłam się - Kolega z klasy; Imię: Kris, Wiek: 15 lat, nie lubiany. Poszedł kiedyś za mną. Były czasy kiedy zadawałam się z różnymi ludźmi. Po tym spotkaniu wylądował w szpitalu na kilka tygodni. Musiał mieć operację. Nie oszczędzili go.
- Nie wierzę, że go nie uratowałaś.
Znów gorzko zaśmiałam się i spojrzałam w jego oczy.
- Chciałam. Nie pozwolili mi. Złapało mnie dwóch takich dwa razy większych od ciebie. Po tym spotkaniu ja też wylądowałam w szpitalu. Miałam skręcone obie ręce.
- Nie wyglądasz na taką.
- Ludzie się zmieniają. Ludzie potrafią też dobrze udawać. Na przykład ja.
- Nie wierzę.
- To uwierz. Rodzice mnie tu przysłali, bo nie dają sobie ze mną rady. Ciotka też sobie nie da. Wystarczyłoby, że zainteresowali by się mną. Byłoby inaczej.
Nic więcej mu nie powiem. Amelia się otworzyła. Coś nowego.
- A czemu taka jesteś? - chciał wiedzieć za dużo.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. A raczej nie chcesz się tam znaleźć. Chociażby dlatego że jest tam Diablo.
- Co on ci powiedział?
- To samo co ty powiedziałbyś mi o nim.
- Co zamierzasz?
- Ciekawość. - przypomniałam i uśmiechnęłam się.
Odwróciłam się. Przede mną stała Ewelina. Dopiero przyszła. Widać było. Jej blond włosy wyglądały jak siano mimo, że spięła je w koka. Rzęsy mocno pociągnęła tuszem i zrobiła szeroką kreskę eyeliner'em.
- Kamil, cholera szukam cię od rana. - powiedziała "wściekłym" głosem i podeszła do chłopaka.
- Miałem coś do załatwienia. - odparł poważnie dając jej do zrozumienia, że jest zajęty.
Blondynka objęła jego szyję i chciała go pocałować lecz chłopak ją odepchnął. Udając, że kaszlę zaśmiałam się. Ewelina chciała wyglądać jak dziewczyna z miasta. Szczerze? Porażka. Założyła koturny do lasu. Do tego top bez ramiączek i spodenki tak krótkie, że widziałem jej majtki. Wyglądała źle.
- Amelia? Wracasz? - spytał chłopak.
- Może.
- A konkretnie?
Jego ton nie znosił sprzeciwu i po części ja nie umiałam mu się sprzeciwić. Wkurzyło mnie to. Czemu? Co robisz Amelio? Przecież... potrzebujesz Eryka. Ale musisz sobie poradzić bez niego.
- Konkretnie... - chciałam powiedzieć nie wiem, ale chłód w jego oczach wymusił na mnie odpowiedź - Tak.
Wściekła wsiadłam na motor i pojechałam do "domu". Wiedziałam, że ciotka będzie chciała mnie zamknąć. Nie dam się. Nie teraz...









____________________________________
Co myślicie o naszej mrocznej bohaterce? ;) Mi się nawet podoba ;)

piątek, 24 października 2014

Prolog

Moje serce coraz mocniej biło w piersi. Stawałam się coraz bardziej wściekła. Dlaczego? Moim rodzicom zamarzyło się, żebym pojechała do cioci Basi (siostry mamy) na wakacje. Tak naprawdę nie dawali sobie ze mną rady. Nie wiedzieli co robię. Nie. Wiedzieli PO CZĘŚCI i nie podobało im się to.
Ciocia była terapeutką. Pracowała z trudną młodzieżą. Nie przejęłam się tym chodź to dlatego rodzice mnie tam wysyłają. Jestem zła, bo muszę jechać akurat TAM. Czemu?
TAM to jakaś mała wioska. Ciocia ma kilka koni. Mini-gospodarstwo. Jest to w sumie małe miasteczko. Basia mieszka na uboczu.
Oczywiście rodzice chcieli pozbawić mnie mojego sprzętu, ale powiedziałam, że ucieknę więc poszliśmy na kompromis; oni mnie odwożą, i mogę zabrać mój motor.
Jaka jestem naprawdę i dlaczego stałam się buntowniczką w oczach moich rodziców? Muszę trochę cofnąć czas żeby wszystko napisać. Otóż:
Od małego kochałam motory. Uwielbiałam je. Zaraził mnie nimi mój starszy brat - Eryk. Pomagałam mu często w garażu. Uczył mnie jeździć. Pewnego dnia przyjechała policja. Powiedzieli, że Eryk miał wypadek. Kierowca tira zasnął za kierownicą. Zmiażdżył mojego brata. Tak cholernie go kochałam. Zabrano mi go. Nie umiałam się z tym pogodzić. Dlatego zrobiłam się taka. Nie mam znajomych, przyjaciół, kolegów i koleżanek. Jestem sama w moim świecie. Jestem marzycielką. Chodzę własnymi drogami. Nikogo nie kopiuję. Źródłem mojego zachowania jest pustka i niezrozumienie. Straciłam bliską mi osobę... Rodzice w ogóle nie zajmowali się mną w tamtym czasie. Byłam sama. Nikt nie rozumiał tego przez co przechodziłam. Ciągle kłóciłam się z moimi opiekunami. Uciekałam pojeździć. Najczęściej do domu przyprowadzała mnie policja...
Teraz zmieniłam się. Poradziłam sobie ze śmiercią Eryka. Lecz nie potrafię zrezygnować z mojej życiowej pasji. Zostało we mnie coś ze starej Amelii. Byłam oschła dla innych. Bałam się jednego uczucia - miłości. Nigdy się nie zakocham, bo wiem jak bardzo boli stracenie kogoś na zawsze. Kolejny raz raczej tego nie przetrwam. Kolejny raz byłabym bez oparcia, byłabym bezsilna...
Lecz obiecałam sobie, że przetrwam te dwa miesiące, bo jestem silna i dam radę. Będę mogła robić to co kocham - jeździć motorami, konno. W końcu będę mogła być sama. Sama po to, żeby marzyć. Sama z końmi, motorem i muzyką. To ona pomagała mi w ciężkich chwilach. Dasz radę Am. Przecież to nie pierwszy raz...
____________________________________

Siedziałam na tylnym nie wygodnym siedzeniu naszego czarnego opla. Wpatrywałam się w to co było za oknem. Było tu dużo bardziej zielono niż w Warszawie. Uwielbiałam lasy chodź tak rzadko mogłam w nich bywać. Została nam jeszcze godzina drogi. W "pomieszczeniu" na kółkach panowała totalna cisza. Tata co jakiś czas nerwowo spoglądał w lusterko przyglądając mi się uważnie. Wahał się. Byłam córeczką tatusia. On zawsze zastanawiał się czy robi dobrze. Tak jak w tym przypadku. Nie wiedział czy nie lepiej byłoby żebym została w domu. W końcu miałam być 4 godziny drogi od nich. Wzięłam mp4 i włożyłam słuchawki do uszu. Kojąco podziałały na mnie dźwięki płynące z małego urządzenia. W końcu dotarliśmy na miejsce. Ciocia mieszkała w małym domku. Ale był uroczy. Po przywitaniu się zostawili mnie samą w moim pokoju. Był nieduży. Ściany były koloru błękitnego. Na środku najdłuższej ściany stało łóżko z fioletową pościelą. W pomieszczeniu było dużo światła poprzez duże okno. Natychmiast otworzyłam je na oścież. Zaciągnęłam się czystym powietrzem. To zdecydowanie coś innego niż Warszawa. Zbiegłam na dół. Rodzice chcieli już jechać. Pożegnałam się z nimi. Nie lubiłam pożegnań. Gdy tylko odjechali ciocia zaczęła:
- Co lubisz robić Amelio? Dawno się nie widziałyśmy. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Wiele rzeczy. Chciałabym iść na spacer mogę? - spytałam niepewnie.
Nie wiedziałam czy mi pozwoli.
- Jasne tylko wróć o 20 na kolację.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę lasu.
Kawałek biegłam aż dotarłam do wspaniałego miejsca. Usiadłam w cieniu drzew i przyglądałam się wolno płynącej wodzie. Słońce odbijało się od powierzchni oślepiającym światłem. Było tu cudownie. Pachniało kwiatami. Oparłam się o pień drzewa i słuchałam ich szumu i śpiewu ptaków. Po chwili (jak zawsze) spokój ktoś mi zakłócił. A raczej dwa ktosie. Byli to mężczyźni.
- Zgłupiałeś? - spytał jeden ze śmiechem.
- A ty? - drugi lekko popchnął pierwszego.
Nie zauważyli mnie mimo, że nie byłam daleko. Ten pierwszy miał tatuaż na ramieniu. Wdać była spod rękawa jego białej koszulki. Wstałam powoli. Chciałam się niewidocznie usunąć.
- Ej, kto to? - spytał ten drugi.
- Ktoś ty? - pytanie zadał ten w białej koszulce.
Cholera! Aż tak rzuca się w oczy to, że w lato lubię chodzić w trampkach i dżinsach? Koszulkę miałam na ramiączkach, ale mniejsza o to.
- A ty? - odparłam i spojrzałam w ich stronę.
- Spytałem pierwszy. - odparł podchodząc z tym drugim.
Byli podobni. Mogli być braćmi. A raczej byli.
- To dziecinne. - moje ręce oparły się na biodrach.
Zaśmiali się. Aż taka śmieszna jestem? No to patrz...
- Miło było, ale nie zadaję się ze świrusami więc cześć. - byli zaskoczeni moją wypowiedź.
Ruszyłam w stronę domu. Usłyszałam szelest za mną. Ktoś złapał moją rękę. Odruchowo powaliłam go. Musiałam nauczyć się walczyć, bo z różnymi ludźmi miałam do czynienia. Na ściółce leśnej leżał chłopak z tatuażem. A gdzie ten drugi? Wyszedł i stanął na przeciwko.
- Możesz czuć się usatysfakcjonowany - zwróciłam się do tego z białą koszulką - pokonała cię dziewczyna.
Ten w siwym podkoszulku zaśmiał się.
- Zabawna jesteś. - odparł i podniósł się. Energicznymi ruchami strzepywał gałązki i ziemię - Więc jak masz na imię?
- Danuta. - nawet nie zastanowiłam się.
- Ładnie. - śmiejąc się wykrztusił to ten bez tatuażu.
- A wy ktosie? - oparłam się o drzewo.
Ten w białej koszulce powiedział:
- Ja Kamil, on Dominik.
 Miło. Będę wiedzieć. Zadzwonił mój telefon. Ciocia. Przecież jeszcze nie ma 20.
- Tak? - odebrałam.
- Amelia wracaj. Chcę żebyś kogoś poznała.
- Ok. Z chwilę będę jestem niedaleko domu.
Rozłączyłam się. Schowałam telefon do przedniej kieszeni spodni.
- Zmywam się. Na razie. - pożegnałam się i nie czekając na odpowiedź poszłam do domu.
Przed budynkiem czekała ciocia i jakaś dziewczyna.
- Amelio to Ewelina. Ewelino, to Amelia. - powiedziała Basia.
- Cześć. - blondynka sztucznie uśmiechnęła się.
- Siema. - odparłam.
- Pogadajcie sobie. - moja opiekunka chciała odejść.
- Nie mogę. - odparłam szybko.
- Czemu? - zdziwiłam ciocię.
- Jestem zajęta. - podbiegłam do motoru założyłam kask i mimo protestów ciotki odjechałam.
Nie będę kolegować się z nikim na siłę. Jeśli Barbara tak chciała się mną zająć to się nie dogadamy. Jechałam ponad 100km/h, szosą dość wyboistą więc co jakiś czas moja maszyna leciała nad dziurami. W końcu zaparkowałam w tym miejscu co wcześniej. Pierwszy dzień mam już skopany. Świetnie. Usiadłam koło mojego czarnego motoru. Był ulubionym Eryka.

Stał się moim ulubionym. Nie wiedziałam skąd miał na niego pieniądze. Nie zastanawiałam się nad tym. Teraz mi go brakowało. Skuliłam się, a po mojej twarzy mimo mojej woli spłynęło kilka łez. Nie chciałam płakać. Miałam być silna.
- Daj spokój Amelia on by tego nie chciał! - skarciłam się cicho.
Szybko wytarłam poliki. Z wody wyszedł Kamil. Jego mokra koszulka przylegała idealnie do ciała dzięki czemu widziałam jego mięśnie, ale przebijały też tatuaże. Ludzie musieli tu na niego dziwnie patrzeć. Wytatuowany facet w tak małej miejscowości musi robić sensację. Miałam nadzieje, że mnie nie zauważy. Ale znając moje szczęście.
- Cześć Danusiu. - z ogromnym uśmiechem szedł w moją stronę.
- Nie mam ochoty na rozmowę. - odpowiedziałam oschle.
To była prawda. Zawsze kiedy myślałam o czymś przykrym zamykałam się na wszystkich.
- Nic nie mówię. - odparł i usiadł obok.
Nie uśmiechał się. Uważnie mi się przyglądał. Mój wzrok spoczął na sarnie. Podeszła strasznie blisko. Była na drugim brzegu i przyglądała nam się. Po chwili nastawiła uczy i uciekła w zieloną gęstwinę. Ja zrobiłam to samo. Taktyczny odwrót w las. Jak dojechałam w to miejsce? Nie miałam pojęcia. Cholera! Dlaczego nie mam Eryka. Nie uciekałabym. Byłabym taka jak kiedyś - uśmiechniętą optymistką. Teraz jestem swoim przeciwieństwem. W moich oczach znów zebrały się łzy. Szybko zamrugałam. Wstałam. Chłopak zrobił to samo.
- Ktoś cię skrzywdził? - spytał.
Spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się.
- Nie. Nikt nie jest w stanie mnie skrzywdzić. - powiedziałam cicho i odjechałam.
Nie wróciłam do domu. Jeździłam, póki do końca się nie uspokoiłam. To co mu powiedziałam było prawdą. Nikt mnie nie skrzywdzi, bo nikogo nigdy nie pokocham....










_________________________________________
Wiem, że krótki wybaczcie, ale musiałam dodać ;)
Miłego czytania
                                     Nina :)