Powoli weszłam do domu.
- Gdzie byłaś dziewczyno?! - ciocia się wkurzyła.
Stała za mną. Na jej twarzy wyraźnie widziałam złość. Raczej była wściekła. Zmarszczyła czoło.
- Tu i tam... - odparłam spokojnie.
Na razie stać mnie było na opanowanie. Chodź wiedziałam, że to chwilowe.
- Dlaczego uciekłaś?! - miała mocno podniesiony ton głosu.
- Przez ciebie. Ostrzegłam cię. Nie posłuchałaś. - ja również się nieco uniosłam.
Widziałam, że zdziwiłam ją. Aż otworzyła buzię. Przyznam, że był to śmieszny widok.
- Zero wychodzenia z pokoju. Cały czas od teraz tam siedzisz. Pokaż mi się na oczy dopiero na śniadaniu.
Posłusznie powoli weszłam na górę po starych skrzypiących schodach. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Usiadłam na łóżku. Szkoda że wszyscy tak mało rozumieją. Nikt tak naprawdę nigdy nie będzie czuł tego co ja. To przez co ja przechodziłam na pewno nie zdarzyło się nikomu innemu...
- Głupia dziewczyno! - warknął do mnie ciągnąc mnie po ziemi za włosy - To mój teren! - rzucił mną o ścianę.
Upadłam na zimne płytki. Z moich oczu mimo mojej woli spłynęło kilka łez. Nie pewnie podniosłam głowę. Mężczyzna kręcił się w kółko.
- Masz dwie szanse. - zwrócił się do mnie patrząc na moją skuloną osobę z obrzydzeniem - Jeśli wybierzesz pierwszą cała wrócisz do domu. Jeśli drugą też.
Coś mi tu śmierdziało. Mimo, że się bałam nadal myślałam trzeźwo...
- Dobrze. Więc wybrałaś pierwszą. - powiedział z jadowitym uśmiechem i podszedł do mnie.
Z kieszeni wyjął mały przedmiot. Nie mogłam dojrzeć co to było przy tak słabym świetle. Lecz po chwili poczułam zimne ostrze na mojej lewej ręce. Cięło raz koło razu. Tego osobnika nie ruszało to, że krzyczałam, że błagałam żeby przestał... Po prostu pociął całe lewe przedramię.
- I nikomu nic nie wspominaj, bo zobaczymy się znowu. - dodał i wyrzucił mnie z małego pomieszczenia na zimny, betonowy chodnik.
Cała przerażona i wyczerpana zdołałam dobiec do domu gdzie straciłam przytomność...
Złapałam się na tym, że z moich oczu leci kilka łez. Och, przestań! To głupie płakać! To było już dawno. Ale ślad zostanie na zawsze... Przyjrzałam się uważnie mojej lewej ręce. Kiedy światło odpowiednio na nią padało widniały na niej białe kreseczki. Nie rozumiem jak ludzie mogą się ciąć. To niepoważne. Zadawanie sobie bólu nie pomaga. Ja nigdy nie pozmyślałam o tym, żeby coś takiego sobie zrobić. Nawet po śmierci Eryka. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarną skórzaną kurtkę. Uwielbiałam ją. To w niej Eryk jeździł motorem. Założyłam ją zaciągając się zapachem perfum, których kiedyś tak bardzo nie lubiłam. Odłożyłam ją na swoje miejsce. Nie pozwoliłam rodzicom wyrzucić niczego co należało do mojego brata. Wzięłam ciepłą bluzę, która też kiedyś należała do niego i zapięłam ją pod brodę. Mimo, że było lato - dla mnie wyjątkowo zimne noce. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Lecz całą noc słyszałam jak coś skrzypi, huczy, trzaska... Nie mogłam zmrużyć oka. Wstałam dość wcześnie. Koło 7. Ubrałam się w siwe dresy i tego samego koloru koszulkę z Myszką Micke'y. Zeszłam na dół. W kuchni ciocia piła już kawę. Cicho przywitałam się i wyciągnęłam z lodówki masło, ser żółty i pomidora. Następnie wzięłam kawałek swojskiego chleba. Usiadłam przy stole zaczynając robić sobie śniadanie.
- Przepraszam, że wczoraj tak się uniosłam. - powiedziała Basia uważnie mi się przyglądając.
- W porządku jestem przyzwyczajona. - odparłam nie odwracając wzroku od jedzenia.
Po chwili ugryzłam pierwszy kęs i wstałam nalać sobie soku do szklanki.
- Nie powinnaś być przyzwyczajona.
- Ale jestem. - odparłam obojętnie.
Po chwili ktoś zapukał do drzwi. U cioci wchodziło się przez kuchnię.
- Wejdź. - powiedziała jakby się kogoś spodziewała.
Drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia wszedł Kamil. A on tu co? Ma coś do załatwianie, czy może jest typem "trudnej młodzieży", której pomaga ciocia?
- Usiądź. - powiedziała łagodnie Barbara.
Chłopak powiedział "cześć" na co odpowiedziałam skinieniem głowy, bo jestem kulturalna i nie odpowiadam z pełną buzią. Ciemnowłosy usiał koło mnie.
- Amelia, masz szczęście. - powiedziała ciocia. Wracam do domu? - Kamil powiedział, że się tobą zajmie więc możesz wyjść z domu.
A czy mnie ktoś o zdanie spytał? A może ja nie chcę z nim siedzieć? Pomyślał ktoś o tym? Z trudem przełknęłam ostatni kawałek przepysznej kanapki. Popiłam sokiem i odstawiłam naczynia do zlewu.
- Motoru mi nie zabierzesz? - spytałam.
Oczywiście nie wolałabym tego, ale muszę być pewna, że jak skarzę się na męki to ona nie zabierze mi mojej małej maszyny.
- Nie. Ale przynajmniej kilka dni żadnego jeżdżenia. - odparła poważnie.
Na razie się nie sprzeciwiłam.
- A co z jazdą konną? - musiałam wiedzieć czy to też jest mi zakazane.
- Lubisz? - zdziwiła się.
- Owszem. To też jest zakazane, czy mogę wsiąść na konia? - byłam już zniecierpliwiona.
- Jutro. Dzisiaj Kamil na pewno ma dla ciebie zajęcie.
Och, na pewno będzie to fascynujące. Ten sarkazm w mojej głowie nie pomógł mi. Niechętnie wyszłam z domu razem z chłopakiem. Oboje zatrzymaliśmy się.
- Piesza wycieczka cię satysfakcjonuje? - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Ostatecznie. - odparłam.
Lubiłam chodzić po lesie, ale sama albo z psem, którego rodzice nigdy nie chcieli mi kupić. Ruszyliśmy jakąś nieznaną mi ścieżką i zastanawiałam się czy idziemy z górki czy pod, ale chyba to drugie. Na razie szliśmy w ciszy. Było mi z tym dobrze. Mogłam pomyśleć. Coś migało mi między drzewami. Jakaś sylwetka. Byłam czujna. Jednak po chwili... Zobaczyłam go przed nami. Nie zmienił się. 4 lata temu wyglądał tak samo. Wysoki, szczupły... Nie poznał mnie.
- Jak się masz Draco? - Kamil uścisnął mu dłoń.
Doprawdy? Draco? Nie był Polakiem. Wszystkie wspomnienia wróciły lecz teraz nie byłam bezbronna.
- Dobrze. - poznałam ten uśmiech. Moje serce przyśpieszyło - A ta ślicznotka? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Mięliśmy okazję się poznać. Nie pamiętasz, DRACO? - byłam już wściekła.
- Jakoś nie. - zaśmiał się.
- Odświeżę ci pamięć. - odparłam i ściągnęłam bluzę pokazując mu moje lewe przedramię.
Mina mu zrzedła. Pamiętał.
- Przysięgam ci. Chcieli mnie zbić.
- Wiesz. Szczerze to mam to gdzieś. - odparłam - Powiem ci jedno. Zrobiłeś mi to a ja straciłam trochę wcześniej bliską mi osobę. Pogratulować.
Odwróciłam się. Lecz nie dane było mi odejść, bo Kamil zacisnął moją rękę w żelaznym uścisku.
- Co jest? - spytał.
Nie domyślił się. Zaśmiałam się gorzko.
- Spytaj swojego przyjaciela. - prawie to wyplułam - Poczekam nad rzeką.
Wyrwałam się i poszłam w umówione miejsce...
*Kamil*
- O czym ona mówi? - zwróciłem się do Draco gdy brunetka była poza zasięgiem wzroku.
Chłopak spuścił głowę. Co on do cholery zrobił.
- Draco... - ponagliłem.
- Cholera, Kamil! Trafiła w nieodpowiednie towarzystwo. Jaki ja byłem głupi! - zaczął - Oddałbym wszystko żeby cofnąć ten cholerny czas!
- Co zrobiłeś? - byłem spokojny.
Nie wiedziałem o co chodziło, ale nie chciałem go oceniać. Opowiadał mi o sobie. Miał ciężkie życie.
- Pociąłem ją. Całe przedramię. A potem ją wyrzuciłem. Tak jak mi kazali. Była wtedy dzieckiem. Mogła przeze mnie zginąć. - usiadł na kamieniu i oparł głowę na rękach.
Podszedłem do niego.
- Jak widzisz jeszcze możesz wszystko naprawić. - pocieszyłem go.
- Ona mnie nienawidzi. Od razu mnie poznała. Cholera. Co ja zrobiłem... - jego oczy zaszkliły się.
Zamknął powieki. Nigdy nie widziałem go w takim stanie.
- Idź z nią pogadać. - zacząłem go namawiać.
Po dłuższym czasie się zgodził. Dałem mu chwilę, a potem poszedłem do nich. Kiedy zobaczyłem go z nią... Coś ścisnęło moje serce. Idioto... Przecież jest od ciebie 3 lata młodsza. I co? Zakochałeś się w niej...
*Amelia*
Już się nieco uspokoiłam. Było mi lepiej. Poczułam rękę na moim ramieniu. Nie był to Kamil. Wstałam i odwróciłam się. Przede mną nie stał ten Draco, który mnie skrzywdził, ale ten który żałował.
- Zanim coś powiesz to mnie wysłuchaj. - poprosił - Ja... żałuję. Byłem głupi. Zrobiłbym wszystko żeby cofnąć czas. Wiem, że przepraszam to za mało, ale... Przepraszam cię Amelia.
Dopiero teraz spojrzał w moje oczy. Nie byłam w stanie zrobić nic innego. Mocno go przytuliłam. Nie winiłam go. Był zastraszany. Pod presją ludzie robią różne rzeczy.
- To co impreza? - spytałam go i oboje zaśmialiśmy się.
Po chwili dołączył do nas Kamil. Po jego minie widziałam, że coś się stało. Ciekawe co? Nie wiadomo skąd wybiegła nagle Ewelina.
- Kamil! Szukam cię od rana! - wydarła się.
Rzuciła mu się na szyję i złożyła namiętny pocałunek na jego ustach. Nie opierał się tak jak ostatnio. Moje serce ścisnęło się. Na pewno nie! Nie, nie, nie, nie ,nie! Nigdy nikogo nie pokocham. Nigdy! Lecz uczucie jak na złość - nie zniknęło.
- Kamil zbieram się. Może ciotka w końcu mnie puści. - powiedziałam wywracając oczami.
Draco zaśmiał się. Nadal nie był pewny tego co może w mojej obecności. Widziałam to. Ponownie przytuliłam szatyna.
- Nie winię cię. - szepnęłam.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Poczekaj. Idę z tobą. - powiedział Kamil.
No tak. Przecież miał się mną opiekować... Ugh... W końcu po drodze zdecydowaliśmy się na spacer. Doszliśmy do jakiejś łąki. Na środku stało spore drzewo, a na jednej z jego gałęzi wisiała huśtawka. Obok w cieniu stała mała szopka. Chłopak otworzył ją i wyjął gitarę. Uwielbiałam dźwięk tego instrumentu. Usiadłam na huśtawce, a on oparty o drzewo cicho grał nieznaną mi melodię. Byłam strasznie zmęczona. Jednak nie mogłam zasnąć. Ziewnęłam.
- Zmęczona? - spytał przyglądając mi się.
- Trochę. Zawsze miałam problem z zaśnięciem w nowych miejscach. Tyle, że dom cioci skrzypi i huczy. I mam wrażenie, że po nocy ktoś w nim chodzi.
- Jest z tym związana pewna historia.
- Jaka? - spojrzałam w jego śliczne czekoladowe oczy.
Przez chwilę nieświadomie patrzyłam w prost w nie, ale po chwili odwróciłam wzrok.
- Podobno dobre wróżki chodzą po domach i strzegą dzieci. Czasem zostawiały dla nich mały prezent.
Ciekawe.
- Fajnie. Tylko, że przez nie nie mogę spać.
- Nie przejmuj się. Też tak miałem na początku.
Spojrzałam na niego. Jego bystre spojrzenie chciało prześwietlić moją duszę. Lecz była ona zbyt zamknięta dla kogoś takiego jak on...
- Opowiesz mi coś o sobie? - zaczął bawić się źdźbłem trawy.
- Nie ma co opowiadać. - odwróciłam się kończąc temat.
- Jednak chciałbym coś wiedzieć.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Pamiętaj. - przypomniałam.
- Nie strasz mnie. I tak się nie boję. - odparł.
Czemu chciał coś o mnie wiedzieć? Do tej pory nikomu nie zależało.
- Co chcesz wiedzieć?
- Możesz mnie zabić, ale miałaś chłopaka? - uśmiechnął się szeroko.
- Nie. Chyba, że chcesz liczyć takiego dziwnego gościa, który biegał za mną wszędzie póki mu nie powiedziałam, że mam inną orientację seksualną.
- A masz? - zdziwił się.
- Głupek. - uśmiechnęłam się lekko.
- Czemu tak rzadko się uśmiechasz?
- Bo nie mam powodu, żeby obdarowywać świat uśmiechem.
Na chwilę zamilkł. Pewnie się zastanawiał.
- Co lubisz robić?
- Motory, czytanie książek, jazda konno, śpiewanie, rysowanie... to by było na tyle.
- Granie na nerwach.
- Też.
Zaśmiał się. Miałam wrażenie, że rozmowa ze mną sprawia mu przyjemność. Siedzieliśmy tam póki nie zaczęło robić się ciemno.
____________________________________
Co powiecie na taki zwrot akcji? ;)
Wprowadzam nowość!!!
Pytania odnośnie kolejnego rozdziału. Pytajcie i nie błądźcie ;) Z chęcią odpowiem
Nina
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz