wtorek, 28 października 2014

Rozdział 3

Chłopak odprowadził mnie i poszedł do siebie. Zjadłam coś, wzięłam prysznic i poszłam spać. Na szczęście dzisiaj udało mi się zasnąć.
Obudziło mnie słońce. Od razu podniosłam moje ciało do pozycji siedzącej. Na dworze było ciepło. Wstałam z łóżka i ubrałam się w dresy i koszulkę na ramiączkach w kolorze błękitnym. Zeszłam na dół i zjadłam szybko śniadanie. Ciocia zostawił kartkę, że musiała wyjść i że mam nie uciekać, bo o wszystkim się dowie. Ok. Poszłam prosto na pastwisko. Były tam 4 konie. Tylko jeden - siwa klacz - podszedł do mnie. Pogłaskałam ją. O dziwo odważyłam się i wsiadłam na nią na oklep. Klacz zaczęła brykać, lecz po chwili uspokoiła się. Jednak był to błędny wniosek. Poniosła mnie galopem. Ta łąka była przedzielona na dwa. Koń miał zamiar przeskoczyć pierwszy płot. Jednak ja dawno nie jeździłam i gdy tylko klacz wzbiła się w górę ześlizgnęłam się z niej. Poturlałam się po trawie. Poczułam mocny ból w plecach. Powoli wstałam. Siwa wyglądała na zadowoloną z siebie.
- Dzięki. Nie ma to jak poturlanie się po trawie z rana.
Zarżała, a ja uśmiechnęłam się. Pokręciłam głową i odwróciłam się. Wpadłam wprost na Kamila i ponownie wylądowałam na zielonym podłożu.
- Uważaj trochę. - powiedział z uśmiechem chłopak i pomógł mi wstać.
- Dzięki. A tak w ogóle to cześć.
- No tak. Nie przywitałem się.
Zabawne. Klacz pojawiła się koło nas i szturchnęła mnie pyskiem.
- Nie gniewam się. - powiedziałam i poklepałam ją.
Wyszliśmy z pastwiska.
- Masz plany na wieczór? - spytał patrząc na mnie uważnie.
- Jeszcze nie. - zaśmiał się.
- Dzisiaj wieczorem robimy ognisko. Wpadniesz?
Hahaha... Jakbym miała coś do powiedzenia.
- Z takimi rzeczami to do cioci. Ja nie mogę udzielić ci odpowiedzi.
- Chcesz czy nie?
- Nie wiem.
- A konkretnie?
Znów ten sam numer? Dwa razy nie przejdzie.
- Kto będzie?
Przecież nie będę siedziała z jego koleżkami.
- Ja, Dominik, Draco, Ewelina, Diana, Julia i jeszcze dwóch moich kolegów.
- Zastanowię się.
- Nie daj się prosić.
Kiedy spojrzałam w jego oczy nie byłam w stanie mu odmówić.
- Ok. Musisz przekonać ciocię.
- To nie będzie trudne. Pa.
Zostawił mnie samą. Do końca dnia czytałam książkę. Czas szybko mi zleciał. Ubrałam na siebie siwe rurki i czerwoną koszulkę, na to jeszcze czarną bluzę. Kamil przyszedł po mnie. Razem przeszliśmy przez las i zatrzymaliśmy się na łące, gdzie było już rozpalone ognisko i ustawione ławki. Wszystkie spojrzenia skierowały się w naszą stronę. Podszedł do mnie uśmiechnięty Draco.
- Hej. - przywitałam go z uśmiechem i mocno przytuliłam.
- Cześć. - odparł również uśmiechnięty.
Zajęłam miejsce koło niego. Wszyscy rozmawiali się i śmiali... Zapomniałam już jak to jest siedzieć z kimś kto lubi się śmiać. Nie czułam się zbyt dobrze w ich towarzystwie. Skulona przysunęłam się do szatyna. Objął mnie ramieniem.
- Nie czujesz tego co? - szepnął mi do ucha.
- Czyli nie jestem sama? - odparłam równie cicho, na co uśmiechnął się szerzej.
- Co wy tam szepczecie? - spytała Diana.
- Nie przejmuj się nią. Zawsze jest taka. - dodała Julia.
Mimo, że paliło się ognisko i siedziałam blisko Draco było mi zimno. Chłopak dał mi swoją bluzę.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko.
Po chwili usłyszeliśmy motory. Okrążyły nas ze wszystkich stron. Stanęłam na równe nogi. Zresztą jak wszyscy. Z jednego zsiadła dobrze znana mi sylwetka. Mężczyzna ściągnął kask.
- Cześć Amelia. - powiedział z zadziornym uśmiechem Diablo.
Również się do niego uśmiechnęłam. Kamil był zły.
- Zjeżdżaj stąd. - powiedział, a za nim wstawił się brat.
Dominik również był wściekły. Diablo musiał im dać popalić.Szczerze nie wiedziałam o co chodzi. Ale lubiłam Diablo. Był inny. Jakby bardziej mnie rozumiał. Dużo bardziej niż inni. Zaczęli się kłócić. Wywróciłam oczami. Nigdy nie przestaną. Kamila nawet nie uciszyła blondi.
- Diablo odwieziesz mnie do domu? - spytałam na co ucichli.
Oddałam Draco bluzę. Przytuliłam go na pożegnanie i podeszłam do chłopaków.
- Na pewno nie. - powiedział Kamil.
- Sama o sobie decyduję. - odwarknęłam.
Teraz mnie wkurzył. Zdziwił go mój ton. Zrobił się poważny. Widziałam chłód w jego oczach.
- Obiecałem twojej cioci, że cię odprowadzę. - powiedział poważnie i jeszcze był opanowany.
- Powiem jej, że to przeze mnie nie dotrzymałeś umowy albo, że zwiałam.
Wsiadłam na motor za blondynem. Po chwili byliśmy w drodze. Dobrze się czułam będąc blisko niego. Po chwili stanął pod moim domem.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko - Mam do ciebie prośbę. Nie wracaj tam.
- To po to chciałaś, żebym cię odwiózł. - spojrzał w ziemie.
- Zdziwisz się ale martwię się o ciebie.
- O mnie? - wyszczerzył się znów patrząc na mnie.
Ja nadal byłam poważna.
- Wiesz, nie mówię tego każdemu.
- Zapamiętam. - przytulił mnie mocno.
Jego ramiona dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Czułam się po prostu dobrze. Tak jak dawniej. Tylko przy nim. Wymieniliśmy się numerami telefonów.
- Nieźle radzisz sobie z Kamilem. On... - zaczął ale mu przerwałam.
- Nikt nie może mi rozkazywać.
- Spędzasz z nim dużo czasu co? - spojrzał mi w oczy.
- Wiesz tak szczerze to ciocia mnie do tego zmusiła. Ale tylko pierwszego dnia. Później sama chciałam. Okazuje się, że nie jest taki zły. - zaczął otwierać usta żeby coś powiedzieć, lecz szybko dodałam - Ale nie mam zamiaru namawiać cię do zgody z nim.
Przeczesał dłonią włosy.
- Dzięki. Trzymaj się Mała. - puścił do mnie oczko i usiadł na motor.
- Mała?
- Nie pytaj. - uśmiechnął się i odjechał.
Weszłam do domu. Cioci jeszcze nie było. Wzięłam szybki prysznic i wślizgnęłam się pod ciepłą kołdrę. Usłyszałam kroki. Zapewne ciocia szła do mnie. Usiadłam i oparłam się o poduszkę. Rozległo się ciche pukanie.
- Proszę. - odpowiedziałam.
Tego się nie spodziewałam. Drzwi otworzyły się,a do pokoju wszedł Kamil.
- Co ty tu robisz? - spytałam zła.
- Musiałem sprawdzić czy przywiózł cię do domu.
- Sprawdziłeś. Możesz iść.
Zawahał się. Spojrzał mi w oczy, które były zimne.
- Czemu to zrobiłaś? - uważnie przyglądał mi się.
Muszę mu się tłumaczyć.
- Nie muszę ci się tłumaczyć. - odparłam twardo.
- Będziesz tłumaczyć się ciotce.
- Co ty chcesz mi utrudnić życie czy co?
- Nie. Po prostu raz mogłabyś zachować się racjonalnie.
- No jasne, bo ty zawsze taki jesteś. Jeśli nie wiesz czemu to mnie nie oceniaj.
Nagle stanęłam przed nim. Twarzą w twarz. Oboje byliśmy źli na siebie. Ja byłam wściekła.
- To mi powiedz. - patrzył wprost w moje oczy.
Jego ton nie znoszący sprzeciwu; to wszystko na mnie oddziaływało. Ale tym razem nie miałam zamiaru się poddać.
- Tani chwyt. - podsumowałam.
- Ostatnio zadziałał. - odparł.
Chciałam go wypchnąć z pokoju. Mocno złapał mnie za lewe przedramię. Byłam pewna, że nie jest świadomy tego co robi. Lecz wspomnienia wróciły.
- Puść. - poprosiłam mocno zaciskając powieki.
Natychmiast to zrobił. Odsunęłam się od niego. Moje oczy się zaszkliły. Daj spokój. Nie będziesz płakać. Widziałam, że chce coś powiedzieć, ale przerwał mu ktoś.
- Amelia? - w drzwiach pojawił się Diablo.
Ta sytuacja musiała wyglądać dla niego jednoznacznie. Stałam przerażona, z łzami w oczach, a obok Kamil. Był wściekły. Natychmiast do niego podeszłam.
- Posłuchaj, to nie tak jak myślisz. - zaczęłam zdenerwowana.
- Nie broń go. - warknął wlepiając wzrok w szatyna.
- Naprawdę. To był przypadek. Pokłóciliśmy się. Wszedłeś chwile za późno by zobaczyć całą sytuację. - modliłam się by mi uwierzył.
- Więc wyjaśnij mi to. - spojrzał na mnie.
- 4 lata temu jakiś koleś - nie chciałam żeby zabił Draco - pociął mi całe przedramię. Kamil złapał mnie za rękę. Nie wiedział, że tak zareaguję.
Nagle jego oczy złagodniały. Wyraz twarzy z wściekłego stał się współczujący. Mocno mnie przytulił. Wściekły Kamil bez słowa wyszedł. Diablo posiedział ze mną chwilę po czym poszedł. A ja nie mogłam spać tej nocy.
Ani tej, ani następnej, ani kolejnej... Kamil nie odzywał się do mnie od tamtej pory. Minęły już dwa tygodnie. Diablo musiał gdzieś wyjechać. Powiedział, że niedługo wróci i mam się nie martwić. Jednak ja nie umiałam sobie z tym poradzić. On wyjeżdżał, a Kamil w ogóle ze mną nie rozmawiał. Siedziałam na rzeką. Zapaliłam kolejnego papierosa. Uspokajało mnie to po części, chodź wiedziałam, że to nie zdrowe. Ugh... Stałam się znów zamknięta. Nie było już Amelii, która była posłuszna cioci. Znów byłam buntowniczką.
- Nie pal. To nie zdrowe. - powiedział tak dobrze znany mi głos.
Odwróciłam się. Kamil stał oparty o drzewo. Tak bardzo chciałam usłyszeć jego głos jeszcze raz. Wtedy wybiegł ode mnie wściekły. To nie powinno się zdarzyć. Mam miesiąc. Miesiąc żeby móc z nim porozmawiać. Podszedł do mnie i bez wahania zabrał mi niedopałek gasząc go. Spojrzał w moje oczy.
- Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem. - zwiesił głowę.
- Przepraszam, że wtedy pozwoliłam ci wyjść. - miał pytający wyraz twarzy - To wszystko mogło się skończyć tamtego wieczoru.
- Daj spokój. Powinienem zachować się inaczej.
- To swoją drogą.
Po chwili spytał:
- Czemu znowu się od wszystkich odwróciłaś?
Spojrzałam w jego śliczne oczy. Jego bystre spojrzenie oczekiwało odpowiedzi.
- Może dlatego, że znów poczułam się samotna. Nie miałam ani ciebie, ani Diablo.
- Coś mu się stało? - ostrożnie zadał to pytanie.
- Wyjechał.
Nastała chwila krępującej ciszy. Chłopak postanowił ją przerwać;
- Jesteś zła?
- Nie, a ty?
- Też nie.
Nie wiedziałam, co mną kierowało, ale potrzebowałam tego. Mocno się do niego przytuliłam. Odwzajemnił to. Poczułam się bezpiecznie. Ale inaczej niż w obecności Diablo. Kamil był dla mnie kimś innym.
- Jesteś dzisiaj zajęta? - spytał.
- Chciałam wieczorem obejrzeć film. Przyjdziesz? - spojrzałam na niego.
Uśmiechnął się szeroko.
- Jasne. Do zobaczenia. I nie pal więcej.
- Postaram się.  - odparłam.
Cały dzień zleciał mi na domowych obowiązkach.  Aż nadszedł wieczór. Chłopak przyszedł kiedy skończyłam sprzątać łazienkę.
- Masz dobre wyczucie czasu. - powiedziałam z uśmiechem.
- Wiem. - odwzajemnił to.
Po chwili pomógł mi zabrać jakiś sok i szklanki i ruszyliśmy do mojego pokoju.
- Jaki film? - spytał kładąc się wygodnie na łóżku.
- Nie mam zielonego pojęcia. - nie myślałam wcześniej o tym.
- To ja wybiorę.
Wziął mojego laptopa. Byłam ciekawa co wymyśli. Miałam nadzieje że będzie to komedia albo film przygodowy albo akcji.
- Mam. - powiedział poklepując miejsce obok siebie.
Zajęłam je. Chłopak objął mnie ramieniem. Poczułam motylki w brzuchu. O nie! Nie zakochałaś się! W tym momencie nie sluchałam tego. Film się zaczął. Po początku już wiedziałam co mnie czeka.
- Nie oglądam horrorów. - spojrzałam na Kamila.
- To zrób wyjątek.
- Kamil, będę się bać.  - zaprzeczyłam.
- Ty? - uniósł brew przyglądając mi się.
- Tak ja.
- Nie wierzę.
Ja naprawdę się boje. Co straszną scenę przechodził mnie dreszcz i wtulałam się w chłopaka. On to zrobił celowo. Jestem tego pewna.
- Nie bój się. - szepnął mi do ucha a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
- Zabawne. - odparłam.
Po filmie Kamil mocno mnie do sie siebie przytulił.
- Przy mnie nie musisz się bać. - spojrzał w moje oczy.
Masz rację. Przy tobie się nie boję. Okazało się że jestem zmęczona. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam w jego ramionach.
Obudziłam się dość wcześnie. Kamila nie było obok. Usłyszałam jakieś głosy dochodzące z kuchni. Powoli zeszłam na dół i stanęłam przy wejściu.
- Ufa ci już?  - spytała ciocia.
- Myślę że tak. - odparł Kamil.
Myślałam że on jest inny. Że mogę na nim polegać. Dla niego byłam gotowa złamać moją jedyną regułę. Widocznie nic dla niego nie znaczyłam. To tak bardzo bolało. Lecz wróciła stara Amelia która zamienia ból na nienawiść.
- Mylisz się. Nigdy ci nie zaufam. - warknęłam i wybiegła stamtąd.

1 komentarz: